From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: Obalenie zasady zachowania pędu - podsumowanie
> W przypadku wiosłowania w powietrzu znaczna część energii idzie po prostu
> na straty, a nie na wzrost energii kinetycznej. W zależności od tego gdzie
> wiosłujesz, inny będzie stosunek Ec/Ep. Jeśli jednak mówimy o energii
> kinetycznej, to interesuje nas tylko dEc, to znaczy ta część energii która
> została zużyta na efektywne rozpędzenie.
Weź sobie łódkę "zawieszoną" w próżni, straty będą praktycznie
zerowe. Obok niej są dwie nieruchome masy M1 i M2. Zużywając
_identyczną_ ilość energii na odepchnięcie uzyskasz mnieszą zmianę
prędkości przy odepchnięciu od mniejszej masy, pomimo tego,
że obu przypadkach "rozpędzanie zachodzi w tym samym układzie
odniesienia".
Podsumowując. Jedynym problemem jest to, że nie ma problemu,
ale nie potrafisz się z tym pogodzić.
Syzyf
From: "... z Gormenghast" <all.prune pan.not.pl>
Subject: Re: Rozum w obliczu cudu
Brat
AW w news:11qf4vgq70n1p50 corp.supernews.com...
/.../
> ;).
> > Stożek wzrostu, to mała, choć ważna cegiełka...
> > OK. Koniec haków - zwierzaków ;).
> ?????????????
Nic to, takie tam słabości ;).
Ty dopiero otwierasz puszkę Pandory ;)).
O ile tylko gdziekolwiek zabraknie mądrości.
> Być może otwieram tu puszkę Pandory, ale w moim odczuciu one są przez
> ewolucje bardziej wyspecjalizowane do funkcji rozrodczych. Oznacza to,
> że w praktyce podążają takim szlekiem, który rokuje im optymalne warunki
> na macierzyństwo, często z pominięciem takich wartości jak lojalność,
> sprawiedliwość, przywiązanie, konekwencja co do obranych stanowisk, itp.
I co ciekawe, takie strategie dają większe szanse naszym synom i córkom.
> My
> jesteśmy traktowani przez nie w sposób czysto instumentalny. Facet który
> potrafi im zagwarantować lepsze warunki materialne wygrywa, bez względu
> na to, jak to osiąga. Więź psychiczna, intelektualna, emocjonalna, czy nawet
> fizyczna jest dla nich w jakiś sposób wtórna. Z dużą łatwością potrafią się
> 'przesiadać' z jednego konika na drugiego, jeśli wydaje im się, że na tym
> drugim dalej zajadą.
Powiedziałbym o tym nieco inaczej. Przede wszystkim, nie narzekając
(wiem, że Ty nie narzekasz;). Otóż, One (napiszę One z dużej litery, by
nikt się nie poczuł urażony, że rozmawiamy za czyimikolwiek plecami -
wiem przecież że wszystkie One nas tu słyszą) - otóż, moim zdaniem,
One są skłonne powiedzieć o nas dokładnie to samo, co Ty wyżej o Nich.
To prawda, że K. zależy na stabilizacji a tej upatrują pod skrzydłami
mocnego, prawego, wiernego i uczciwego samca. Dodatkiem czasem
są te szczątki romantycznych marzeń o wielkim uczuciu, uniesieniach,
poświęceniach dla wspólnego dobra. Kłopoty zaczynają się zwykle przy
definiowaniu tego dobra - zdecydowanie nie tak samo widzianego co do
szczegółów przez obie strony... Zdesperowane, rzeczywiście szukają
ekwiwalentów. Ale moim zdaniem to wszystko są prawidłowości,
a jedynie określone wzorce kulturowe zmuszają obie strony do stoso-
wania niekoniecznie naturalnych reguł.
[tak, tak AW - otwieramy puszkę Pandory...;))]
> Oczywiście, ten ich biologiczny oportunizm jest bardzo
> pomocny dla wydania na świat i wychowania potomstwa. Problem powstaje
> jedynie wtedy, gdy nam się wydaje, że odnajdujemy w kobiecie oddaną
> partnerkę-przyjaciela. One są do tego o wiele zbyt samowystarczalne
> psychicznie. My się liczymy o tyle, o ile wypełniamy pewne przewidziane nam
> role, ale nie jako konkretne jednostki. I to wbrew ostentacyjnym pozorom.
> A licytacja wiecznie trwa.
Pozwól więc, że mimo iż zapewne możemy się ze sobą zgodzić, przyjmę
tutaj stanowisko nieco odmienne - dla ożywienia dysputy.
To prawda, że zdają się być bardziej samowystarczalne psychicznie. Ale
też nie można tego uogólniać na całą populację. Poza tym, może to być
skutek naszej, męskiej, obniżonej samowystarczalności. One chętnie
przyklasną poglądowi, że to my zazwyczaj jesteśmy jak duzi chłopcy,
często nie dorastający do końca życia. My natomiast wiemy, że właśnie
to chłopięce dziwienie się, daje nam niespożytą siłę napędową w celach...
hmmm... podboju świata :)).
Tego nam też nie mogą darować, nie rozumiejąc, że ... Natura/Bóg
nakazuje nam dokonywanie ekspansji naszych genów bez ograniczeń!!
Mówię to całkiem poważnie, mimo iż KK uzna to za czystą herezję
Poczyniłem takie oto obserwacje (puszka P. jak nic; myślę, że nie ma tu
dzieci, więc można to spokojnie powiedzieć. Zresztą - przekonamy się).
Z obserwacji tych wynika, że około 90% związków tak zwanych trwałych,
tzn. przypieczętowanych urzędowo a nawet namaszczonych, po kilku latach
swego trwania staje się trudną lekcją niekończących się kompromisów.
Te ~ 10%, to w tym świetle wyjątki, które skutecznie znalazły dla siebie
nawzajem takie pola aktywności, które nie tylko nie kolidują ze sobą, ale
jeszcze wzmacniają się pozytywnie. Reszta natomiast tkwi w sakramen-
talnych przyrzeczeniach, które dawno już utraciły swój sens pierwotny -
dzieci zostały odchowane.
W efekcie mamy ogromne grono ludzi _samotnych_, sfrustrowanych,
nienasyconych, kluczących i poszukujących w wiecznym przekonaniu
popełniania grzechu, bądź tylko poczucia winy. A wszystko to dzieje się
pod parasolem sztywnych zasad, narzuconych nam przez dwutysiącletnią
kulturę i faktycznie łamanych, a więc ciągle wisi nad nami widmo fałszu
i hipokryzji.
Między innym z tego powodu, ludzie na zachodzie opuszczają Kościoły
(gdzieś słyszałem, że planuje się zamkniecie kolejnych ich setek).
Może więc pomyślelibyśmy nad jakąś alternatywą?
Oczywiście w pełni odpowiedzialną i przemyślaną jak najdogłębniej.
W zasadzie - czysta teoria, bo nie mamy zdaje się mocy zmieniania
naszego świata aż tak...;). Gdy jednak widzę, co się dzieje, jak ludzie
cierpią udając, że wszystko jest w porządku...
Weźmy na przykład takiego Edka Robaka. Gdyby gość miał w domu
to, co powinien mieć, nigdy nie byłby tu, dla psf tym, czym jest -
bolesnym strupkiem na D. forum... A tak - nie może inaczej wyłado-
wywać swej niespożytej energii, jak tylko wiecznie przyklejony do
tego zimnego szkiełka...
Zostawmy Edka. Nie o taki banał tutaj chodzi, choć jest on przecież
jednym z nas. Zatruwa forum po swojemu i w przekonaniu, ze to inni
zatruwają jego forum. I tak być może.
> > Ostatnio na przykład zadałem sobie trudne pytanie:
> >
> > Jaki jest związek pomiędzy faktem wędrowania biedronek po
> > podstawionym palcu - w górę (w stronę słabszej grawitacji, bądź
> > w stronę słońca - jak kto woli), a równie bezrozumnym wędrowaniem
> > człowieka po ... DRZEWIE EWOLUCJI?
> W obydwu wypadkach wygląda mi na ślepe posłuszeństwo siłom wyższym.
Dokładnie tak :). No a teraz spróbujmy podjąć wyzwanie, czym też
są te siły wyższe. Pomyślisz nad tym? Ja też pomyślę. Domyślasz się,
że ja będę szukał z pewnością daleko od obszaru cudów, i wcale nie
spodziewam się, że znajdę. Szukać jednak trzeba i wiem, że kiedyś
zostanie to uwieńczone sukcesem. Bardzo bym się cieszył, gdyby to był
mój sukces ;).
> > Wg poglądu Lamesza "zabraniającego" wąskim specjalistom
> > zajmowania się obcymi im dziedzinami (bo nie mają szans), na
> > takie pytanie nikt nigdy nie znajdzie odpowiedzi ;)).
> Lemesz bardzo fajnie pisze i w ogóle, ale chyba cierpi na bardzo dziś
> powszechną fragmentaryzację jaźni. Tak nas kreują ogólne warunki
> i tylko nieliczne wyjątki potrafią się dziś przed tym uchronić.
Jeśli już pozwalamy sobie na takie głośne komentarze (nie mam nic
przeciwko, ale nie wiem jak inni) - powiem, że Lamesza od najdaw-
niejszych czasów mam w swym rankingu bardzo wysoko. Zgadzam
się - pisze bardzo na poziomie. Nie znaczy to oczywiście, że w nie-
których kwestiach nie mam odmiennych poglądów. Mam.
Na przykład bardzo mnie zadziwiło stanowisko, tak jakby radykalnie
kończące sprawę Przewodasa - odbierające nieprofesjonalistom
możliwość wpływania na pracę profesjonalistów. Nie zgadzam się
z tym stanowiskiem - sam na własnej skórze doświadczyłem nie raz,
łamania utytułowanych głów przez młodych i gniewnych (akurat
sam byłe wtedy tym młodym i gniewnym ;)). Co więcej - to narastanie
wiedzy szczegółowej, coraz bardziej przecież izoluje fachowców
od innych dziedzin. To tak jakby dokonywać hodowli superludzi,
naiwnie rozmnażając się wyłącznie w gronie pierwotnych geniuszy
(to się pewnie jakoś fachowo nazywa - chodzi o chów wsobny).
Taki chów musi ulec degradacji - potrzebna jest świeża krew, nowe,
odmienne geny, a geniusze tak czy inaczej będą się pojawiać losowo.
Tak samo jest z nauką. Ludzie z lepszą od mojej pamięcią mogą
przywołać zapewne wiele przykładów sław, które nagle zmieniały
swój fach stając się genialnymi odkrywcami. Poza tym - sama
literatura i sztuka może być twórczym natchnieniem dla fizyka
jądrowego!! Nie zapominajmy o sile skojarzeń!...
Nie wiem więc skąd się wziął u szanownego Lamesza taki pogląd.
No ale, jeśli już, to powinienem o to zapytać w tamtym wątku.
Nie pytam. Samo się kiedyś wyjaśni :).
/.../
> > Zgadzam się z Tobą. Ta myśl natchnęła mnie nieco żartobliwą, kolejną
> > definicją świadomości. Przypomnę, że pierwsza mówiła o silniku
> > cenzurowania informacji, niezbędnej człowiekowi wyłącznie na poziomie
> > (jawnie) decyzyjnym. Ta kolejna definicja ma wydźwięk zdecydowanie
> > ponury...
> > Świadomość, to cecha gatunków najwyżej rozwiniętych, skutecznie
> > zakłócająca swobodę działania ewolucji. Jako taka, stanowi najpo-
> > ważniejsze wyzwanie i zagrożenie dla istnienia obdarzonego nią gatunku.
> Świetnie, bardzo mi się podoba. Z tym, że ja bym powiedział 'inteligencja'
> a nie 'świadomość'.
OK. Rzeczywiście nadmiarowo czasem używa się słowa świadomość.
> Być może brzmi to mistycznie, ale sądzę, że zwierzęta mają niemniejszą
> świadomość o naszej. Natomiast niewątpliwie nie dorównują nam inteligencją.
Nie mniejszą mówisz? No to jednak zostawmy to na późniejszy czas.
Nie możemy pisać listów permanentnie przekraczających określoną liczbę
linii. Ja staram się samodyscyplinować...
/.../
> > > Z tym, że taka kula jest nielogiczna. ZAWSZE istnieje JAKIEŚ zewnątrz.
> > Jesteś pewien?
> > Pamiętasz o płaszczakach ;))? To może działać także w drugą stronę.
> > Moim zdaniem ZAWSZE, to istnieją jakieś granice. Można się ich
> > spodziewać również poza naszymi możliwościami poznawczymi (poza
> > horyzontem zdarzeń, czyli obserwowalnym wszechświatem). Ale to
> > wcale nie powód, by popadać w zniechęcenie, zwątpienie bądź.... hmm...
> > To również nie powód, by skupiać się na tym, co nieosiągalne (inne
> > wszechświaty). Dotrą do nich następne pokolenia - i tylko za pomocą
> > modeli i wyobraźni, czegoś, co i dzisiaj możemy już szukać.
> > Modeli opartych o znalezione wcześniej reguły.
> Skupiać mamy się prawo na tym co nas otacza w sposób najbardziej
> bezpośredni, bo to tu właśnie odbywa się życie. Od tego zależy jak
> skutecznie będziemy funkcjonować dla samozachowawczych celów.
> Jako gatunek nie mamy raczej trudności skupiając się na tym właśnie
> szczeblu rzeczywistości.
Ba - zdaje się nawet, że w swej masie skupiamy się wyłącznie na tym ;).
> Natomiast jako filozofowie, jesteśmy zobowiązani odnotowywać
> WSZYSTKIE szczeble rzeczywistości równomiernie, bez żadnych
> wybiórczych uprzedzeń ani zaniedbań. A takim właśnie wielkim
> zaniedbaniem jest brak ustosunkowania się do wiecznie nam
> towarzyszącej NIEWIADOMEJ i do konsekwencji potencjalnie
> z NIEJ płynących.
> Bo dopiero w świetle niczym nie ograniczonego wachlarza owych
> potencjalnych konsekwencji pojmujemy w pełni jak warunkowe,
> lokalne i nieostateczne są wszsytkie nasze ustalenia odnośnie
> poznawalnego świata.
> I to właśnie pozwala nam przezwyciężyć nasze najcięższe ograniczenie,
> którym jest brak świadomości własnych ograniczeń.
Zgadzam się jak najbardziej, że naszym obowiązkiem jest tu wykraczanie
poza zwykłe ograniczenia i że należy zachowywać SYMETRYCZNE
zainteresowanie wszystkimi możliwymi szczeblami rzeczywistości.
Nie powiedziałem niczego innego. Zasugerowałem jedynie, że daje się
zauważyć właśnie nieproporcjonalne zainteresowanie tym, co najbardziej
odległe. Tak jakby punktem honoru filozofa było odniesienie się do
absolutu, a już zdefiniowanie życia może być całkiem pomijalne.
Ale może się mylę. Nie znam zbyt wielu filozofów, a tu podobno jest
tylko jeden, utytułowany, i nieco odrzucony przez własne środowisko,
któremu i tutaj właśnie dorobiono kopytka.
Co do reszty też się zgadzam. Świadomości własnych ograniczeń
nie ma tylko jeden, bardzo aktywny uczestnik forum ;).
/.../
> > Mój model nie ma nic wspólnego z ostatecznością w jakiejkolwiek
> > postaci. Dopóki nie przeprowadzimy rozstrzygających doświadczeń,
> > domniemania takie nie mają żadnej wartości.
[przyznaję - nieco się rozpędziłem...]
> W międzyczasie jednak funkcjonujemy w myśl pewnych założeń co do
> spraw ostatecznych. Na przykład, jeśli przyjmujesz, że 'zawsze są jakieś
> granice', to już stanowi to twoje robocze założenie, czyli WIARĘ, w
> ostateczny porządek rzeczy. A więc podchodzisz do rzeczywistości w
> pewien konkretny sposób, tak jakbyś już posiadał wyniki 'roztrzygających
> doświadczeń'. Sorry, ale domniemania MAJĄ dlatego bardzo istotna wartość.
No i tu wyłazi ten upór filozofa, skupiającego się na czymś, czego dotychczas
nigdy nie dosięgnął (to tak, jak przykład Agnorusa i 300 mld lat świetlnych).
Zamiast skorzystać z dostępnych dzisiaj doświadczeń i wiedzy (przecież
to skarbnica przeogromna) i stwierdzić, że każdy obserwowalny byt posiada
własne granice, a jedyne czego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, to ograniczone
naszymi własnymi granicami percepcji, granice Wszechświata, filozof, na
podstawie swego ograniczenia stawia tezę, że możliwe jest nieistnienie granic.
Stawia więc na wyjątek wśród powszechnej reguły, tylko dlatego, że sam
nigdy nie dotrze poza własne granice.
Ale, żeby nie było, że ograniczam komukolwiek jego obszary penetracji.
Wyżej miałem na myśli jedynie potrzebę pozostawienia spraw OTWARTYMI
tak długo, jak długo będzie to uzasadnione. Nie namawiam do ich zamykania
wiarą, ani też nie namawiam do porzucania zainteresowania nimi przez filozofów,
a tym bardziej przez naukę.
A co do wiary - daj mi już spokój ;).
> > Natomiast celowe jest
> > szukanie reguł - takich na przykład jak cykliczność, czy granice.
> Zgoda, szukajmy reguł, ale nie zapominajmy też określać obszaru ich
> stosowalności.
Czyli zawężać? Ja tam stawiam na szukanie takich reguł, które będą
obowiązywały w jak najszerszym zakresie. Ale nie mam nic przeciwko
określaniu granic.
/.../
> > Oczywiście - nie widzę żadnego powodu, by w te rozważania
> > wprowadzać wiarę. Jasne też jest, że na użytek milionów, wybrani
> > pasterze mogą wykreować stosowne opisy miejsc poza wszelkim
> > wyobrażeniem, a nie tylko dowodem, z których zachodzi ... np.
> > "sterowanie całością".
> Sterowanie wyobrażeniami to specjalność 'wybranych'. ;-)
;) To prawda. Trzeba być uważnym ...;))
/.../
> > > > > Niewiadoma jest stałą.
/.../
> > Słowo "stała" rozumiem tutaj klasycznie - jako coś niezmiennego.
> > Mówisz więc, że niewiadoma jest stała, tak, jakbyś nie dostrzegał,
> > iż każdego dnia powstają nowe zdarzenia, obiekty, byty, które swym
> > powstawaniem niezmiennie wpływają na wzrastanie obszaru niewiadomej.
> > Z drugiej strony usiłuje ograniczać go nasze poznawanie, ale nie sposób
> > chyba określić, jakie jest tempo tych współbieżnych procesów. A tylko
> > dowód na jednakowe tempo upoważniałby do stwierdzenia, że
> > niewiadoma jest stałą.
> Jakie numery loto padną w poniedziałek?
> Nie wiem.
> Jakie numery loto padną we wtorek?
> Nie wiem.
> Jakie numery loto padną w środę?
> Nie wiem.
> Jakie numery loto padną w czwartek?
> Nie wiem.
> Jakie numery loto padną w piątek?
> Nie wiem.
>
> Bez względu na to, że inne numery wypadną każdego dnia, NIEWIADOMA jest
> stałą, bo niezmienie nie wiemy.
> To, że w zależności od zdarzeń, uświadamiamy sobie dalsze, (nowe) obszary
> niewedzy, nie zmienia faktu, że NIEWIADOMA jest nadal X, czyli niewiadoma.
No i tu nareszcie widzę przyczynę naszego nieporozumienia.
JESTEŚ HUMANISTĄ!! :))).
Daję głowę (no może bez przesady ;)), że masz wykształcenie humanistyczne.
Żaden ściślak (jak to kiedyś powiedział był Przewodas), nie napisałby takich
słów.
> Nie mam tu na uwadze naszego szacunku co do tego jak wielka MOŻE być
> niewiadoma, który to szacunek z pewnością może ulegać wachaniom, lecz
> nieuchronną konsekwencję, że nieokreślona część (proporcja) rzeczywistości
> zawsze pozostaje poza poznaniem.
A więc dopuszczasz zmienność pola niewiadomej, i równocześnie twierdzisz,
ze niewiadoma jest stałą.
OK. Rozumiem Twoje stanowisko :).
/.../
> fakt, że nie znamy wartości, która odpowiada niewiadomej nie zmienia
> faktu, że odpowiada jej PEWNA wartość.
>
> :-)
Stała - oczywiście :).
/.../
> > Tu się na chwilę zatrzymam. Nie chciałbym jednak, byś mnie źle zrozumiał.
> > Co to dla Ciebie znaczy, że przekazujemy następnym pokoleniom
> > swoje ograniczenia? Czy sądzisz, że "powinno być" inaczej? Jeśli tak,
> > to na jakiej podstawie? W Twojej szczerej chęci upatruję domniemania,
> > iż istnieje nieomylna recepta na to, co jest, a co nie jest pożądane
> > (oczywiście nie chodzi tu o ewidentne patologie).
> Tak, już kiedyś pisałem o tym (dość dawno). Uważam, że miarą naszego
> człowieczeństwa (jedną z miar) jest kierowanie naszym własnym rozwojem
> wedle świadomie obranych celów. Zdanie się zaś na ślepe siły ewolucji
> to zwierzęcość. Nie będę tego teraz ponownie rozwijał, ale nadmienię,
> że łączy się to w bardzo ciekawy sposób z całą sferą rozwoju ludzkich
> cywilizacji. Ci którzy się angażują w 'kucie przyszłości' poruszają
> się po zupełnie innym ewolucyjnie torze od tych co to się zdaja na siły
> przypadku. W rezultacie powstają dwa gatunki: podludzie i nadludzie.
> Jedni tworzą warunki, a drudzy tylko na nie reagują.
Grząski grunt... Generalnie się zgadzam - "życie to teatr - kilku na scenie,
a reszta na widowni". Sam mam na to własne słowa - analogia do
cztero i dwutaktu:
Istnieje czas percepcji, refleksji, koncepcji i konstrukcji.
Jeżeli tego nie ma, to jest czas konsumpcji i czas wydalania.
Jednym słowem, albo jesteśmy dwutaktem albo czterotaktem, ale
nie nazywałbym tego pod i nad ludźmi. To pojęcia z zupełnie innego
ogródka. Generalnie się z Tobą zgadzam - zawsze wyżej ceniłem
i będę cenił zaangażowanie, a nawet uleganie pewnym ideom.
Tu jednak trzeba być bardzo ostrożnym. Każda idea niesie ze sobą
ziarno nieszczęścia i nietolerancji. Każda idea może też zostać katastro-
falnie zdeformowana, o ile tylko dostanie się w łapy jakiegoś natchnio-
nego fanatyka. Idee potrafią zaślepiać - ha - znów przywołam przykład
"tristera - błazna". Przekonany o słuszności swych idei jest gotów użyć
wszelkich środków, by tylko wciąż i w koło macieju je propagować,
deptając wszystko po drodze. Nie spróbuje jednak inaczej - napisać
książki, dać ludziom swobodę wyboru. No i to jest właśnie błazen -
fanatyk, a nie propagator szczytnej idei, czy tez prawdy o nauce
matematyką zwanej.
/.../
> Uniżenie,
>
> AW
z wzajemnością
All
From: "... z Gormenghast" <all.prune pan.not.pl>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_Niepewno=B6=E6?=
Balbeo w news:1ab2.000001a7.4398b5a6 newsgate.onet.pl...
/.../
Pozwalam sobie zmienić nieco lokalizację tej odpowiedzi w związku
z długością pola references - przy okazji upiekę pieczeń świąteczną.
/.../
> > > nazwy CI i ZI mogą być mylące bo zawierają wartościowanie/ocenę.
> > Nazwy biorą się rzeczywiście ze świata dostępnego bezpośrednio
> > zmysłom istot złożonych tak, jak człowiek. Jest to konsekwencja przyjętego
> > kierunku analizy, /.../ - zrozumienie fizycznych fundamentów człowieka
> > [życia], /.../ daje moim zdaniem szanse na zrozumienie Istoty Wszechświata.
> czyli definicja życia i ewentualnie IW to ciągła walka ciekawości ze
> zniechęceniem oraz punkt X.
Nie tak szybko z uogólnieniami i z definicjami. Być może łatwiej byłoby
rozmawiać zaczynając z drugiej strony, jednak źródła koncepcji istnieją
właśnie na poziomie dostępnym człowiekowi, a nie tylko koliderom cząstek.
Faktem jest, że napędem życia jest konkurencyjność i wynikający stąd
przymus zdobywania informacji (nazwa ciekawość jest niekoniecznie
adekwatna do obserwowanych zjawisk). Zdobywanie ich, jest na naszym
poziomie, warunkiem lepszego jakościowo przeżycia, ale już na poziomie
pozbawionym inteligencji jest warunkiem wyłącznie _przeżycia_ określonego
gatunku. Na jeszcze niższym poziomie trudno już mówić wprost o cieka-
wości i zniechęceniu (pojęcia te kojarzą się z działalnością człowieka), jednak
cokolwiek się tam konstytuuje (gromadzi w funkcjonalny byt), jest skutkiem
udanego eksperymentu Natury - skutkiem działania szeroko rozumianej
ewolucji. Słowo ewolucja w klasycznym znaczeniu również nie jest tu
adekwatne, ale nie ma innego, które mogłoby służyć jako podstawa tego
rozszerzenia. Ewoluuje Wszechświat, ewoluują gwiazdy i galaktyki,
ewoluują atomy, ewoluuje wszystko, co jest z nich nich zbudowane.
Tak rozumiana Ewolucja jest więc procesem wszechobecnym, ogarnia-
jącym wszystko, co jesteśmy w stanie zaobserwować. Jest niejako
skutkiem a zarazem miąższem czasu.
Może pomyślimy nad nazwaniem tak rozumianego procesu, wypełnionego
zmianami? Używanie słowa ewolucja jest tu mylące. Etymologicznie trzeba
by sięgnąć do samych korzeni, czyli do JEDNOTY.
/.../
> > Powszechnie widoczne "zmagania intelektów", są doskonałym obrazem
> > zaspokajania CI w obliczu tego samego niepokoju, płynącego z różnych
> > źródeł. Oczywiście, określenie tego niepokojem, czy zagrożeniem, jest
> > niedoskonałe /.../
> MZ niepokój jest dopiero pochodną braku orientacji/rozeznania w zetknięciu
> z Nowym. Sam zaś kontakt z Nowym jest neutralny/obiektywny. Reakcja
> odbiorcza (wewnętrzna) w postaci niepokoju jest subiektywna i napędzająca
> ewentualnie CI lub ZI.
Mówisz o układach złożonych (człowiek), a trzeba na to patrzeć z szerokiej
perspektywy. Np. klaśnij w dłonie nad głową kota, albo uczyń huk w ZOO.
Każde pojawienie się czegoś Nowego skutkuje niepokojem. O ile w odbiorcy
nie pojawia się natychmiast jakieś lokalne wyjaśnienie (uspokojenie i inne
reakcje), niepokój ten przynosi zainteresowanie (CI), które trwa tak długo,
aż Nowość zostanie rozpoznana i zneutralizowana (zdefiniowana - oznaczona,
bądź sklasyfikowana wg już istniejących, własnych oznaczeń). Stan niepokoju
jest jednak równoważny dyskomfortowi, a więc jest stanem nieprzyjemnym.
Złożony ludzki mózg dąży więc do jak najszybszego osiągnięcia równowagi
i często czyni to poprzez akt degradacji Nowego, sprowadzenia źródła do
poziomu niegroźnego kuriozum. Przykładem są tu klasyczne ataki na nieco-
dzienne poglądy uczestników forum, choćby odległe (na grupie matematycznej)
"zdeptanie" Edwarda R. z Nowej Huty, czy też reakcje tegoż Edwarda R. na
cokolwiek, co nie mieści się w jego obszarze pojmowania, bądź jest sprzeczne
z jego wyobrażeniem o funkcjonowaniu otoczenia.
Przy okazji wyjaśnię, że sam mógłbym klaskać Robakowym koncepcjom,
gdyby nie druga strona tej ekspansji - dążenie do dominacji nad wszelkim
ruchem na forum, autoreklama na innych forach (poszukiwanie świeżego,
nieświadomego pułapek "mięsa armatniego"), niszczenie bez jakiegokolwiek
szacunku innych koncepcji i tematów, pysznienie się własną doskonałością
i głębią wiedzy, a nade wszystko stosowanie nieetycznych metod, koniunktu-
ralne, obrzydliwe fałszowanie historii itd, itd. Niezmiennie ślepo od dwóch lat.
Dlatego też nieporównywalnym przykładem jest tu działalność Jurka
Turyńskiego (JeTa), który wiele lat poświęcił na przekazanie własnych,
oryginalnych i bezcennych przemyśleń, niezrozumiałych dla ogromnej więk-
szości aktywnych czytelników, i z tego powodu nieodmiennie w minionych
latach regularnie spotykającego się z agresywnym odrzuceniem, reakcją ty-
pową dla niezrozumienia i uspokajania własnego CI odbiorcy poprzez ne-
gację wartości pozyskiwanych informacji (niezgodnych z własnym wzorcem)
Neutralizację taką, odbiorca uznaje za skuteczną, kiedy źródło niepokoju
wysycha. I nie ma to związku z faktycznym rozpoznaniem czy też zrozumie-
niem. Jeśli źródło jest wystarczająco uparte i konsekwentne, pobudzenie CI
(jak też związanych z tym działań) może trwać bardzo długo. JeT był niero-
zumiany przez wiele lat, a i dzisiaj są ludzie, którzy wolą nazwać autora
idiotą, mimo iż pod względem horyzontów nie dorastają mu do pięt.
Jednak aby zrozumieć Nowe, konieczny jest wydatek energii (myślenie
boli [JeT]), na który stać bardzo nielicznych (z całkiem obiektywnych
powodów). Dlatego ZI, wśród ludzi następuje częściej na skutek wyczer-
pania się zasobów energii po stronie źródła, niż na skutek faktycznego
zrozumienia Nowego przez odbiorcę.
Poza tym, jak słusznie zauważył Agnorus - mało kto chce być biernym
odbiorcą. Jeśli już decyduje się na aktywność, to tylko pod warunkiem,
że jest przekonany, że wnosi do sprawy coś własnego, oryginalnego,
coś, co nie wniesie nikt inny. Wytłumaczenie tego również tkwi w zma-
ganiu się sił pierwotnej ciekawości i znużenia na wierzchołkach stożków
wzrostu.
/.../
> > Równowagi można upatrywać wyłącznie w obrębie JEDNOTY,
> > a całe pozostałe bogactwo bytów, jakie ujawnia nam Natura, jest
> > złożone i fragmentami pozamykane w oddzielne kokony (np. planety,
> > kamienie, lwy, żaby, ludzi, atomy). /.../
> Podtrzymuję twierdzenia dot. równowagi z wyjaśnieniem, iż właściwość
> Jednoty miałby każdy _ neutralny_ aspekt bytu/formy, w którym doszłoby
> do zrównoważenia dwóch przeciwieństw takich jak np. CI i ZI.
Jeśli chcemy operować tym samym zestawem pojęć, musimy być konse-
kwentni. JEDNOTĄ nazywam wyłącznie coś, czego nie można podzielić
na cokolwiek mniejszego i jakkolwiek zróżnicowanego. Nie można więc
łączyć tego słowa ze słowem "każdy", które wyraża jakiś zbiór różności.
W jednocie nie ma "każdych bytów" - jest wyłącznie jeden, jednorodny,
stopiony w absolutnie identyczną całość, byt, zawinięty we własny horyzont
- nazwijmy to dla uproszczenia - grawitacyjny.
Stany równoważenia się CI i ZI są natomiast powszechnym przejawem
istnienia Ewolucji, czyli procesów związanych z rozczłonkowaniem
JEDNOTY na mniej lub bardziej zintegrowane, w zależności od dysnansu
czasowo-przestrzennego od ... czasomiejsca Jednoty, byty.
Przy okazji - neologizm "czasomiejsce", nie jest określeniem ścisłym
i nie wyczerpuje złożoności zdarzeń. Wyraz ten powinien uwzględniać
wszystkie, znane nam wielkości zmieniające się lokalnie w trakcie Ewolucji,
a więc temperaturę, energię, pęd, gradienty pól siłowych. Nie będę się
jednak teraz porywał na stworzenie takiego kondensatu pojęciowego.
> > Wierzchołki stożków wzrostu X, są więc miejscem nieustannego
> > zderzania się odmienności i przymusu podejmowania wyborów.
> > W interesie jednostki, czyli pojedynczego stożka - kokona wiedzy
> > i zasobnika informacji.
> Wydawało mi się, że czas w modelu stożka biegnie od podstawy
> (kontaktu z bodźcami) i koncentruje się na X co chyba oznacza daną
> jedyną chwilę czasową kiedy Ja jest samoświadome siebie i gdzie
> podejmuje się wybory, ale że jest to moment spokoju związanego
> z nieuchronnością teraźniejszości.
To nie tyle czas w modelu stożka biegnie od podstawy ku wierzchołkowi,
ile dowolnych rozmiarów stożek zanurzony jest w magmie (miąższu) czasu,
i przemieszcza się w niej w sposób umowny (niedosłowny). Symboliczne
stożki posiadają swoją podstawę wypełnioną czujnikami - receptorami
i instrumentami służącymi dwustronnej komunikacji. Również symbolicznie
używam pojęcia objętości stożka, jako wiedzy - czegoś, co w złożonym
organizmie powstaje jako efekt autoprzetwarzania pozyskanych informacji.
Przyznaję, że model ten jest bardziej komunikatywny w kategoriach bytów
złożonych (jak człowiek) - skąd też pochodzą określenia "ciekawość"
i "znudzenie". Jednak model ten może tłumaczyć również zjawiska na
poziomie subatomowym, a wtedy mówienie o "ciekawości i znudzeniu"
staje się niezrozumiałe, i przy fragmentarycznym poznaniu koncepcji może
budzić rozbawienie. Po stronie cząstek elementarnych mamy faktycznie
coś innego, o czym jednak jeszcze wolę nie mówić. Zasygnalizuję tylko,
że rzecz sprowadza się do znanych pojęć "przyciągania i odpychania",
a faktycznie, wg koncepcji Newtona i Einsteina, do dodatniej i ujemnej
grawitacji.
Nie wiem czy wiesz, że w standardowym modelu inflacyjnym LCDM
(inflationary lambda cold dark matter model), istnieje stała kosmologiczna
/\, odpowiedzialna za efekty antygrawitacji. Nawiasem mówiąc, badania
przeprowadzone ostatnio w tym zakresie, podważają słuszność tej teorii,
a przynajmniej nie potwierdzają poprawności istniejących modeli matema-
tycznych, dla podstawowych harmonicznych promieniowania reliktowego.
/.../
> > Opis badanej sprawy jest pytaniem o Istotę Wszechrzeczy. Natomiast
> > moje wyjaśnienia, czy też prezentowany model, jest próbą czynienia
> > konstruktywnych kroków na tej drodze. /.../ Analogia kamienia
> > powinna być zrozumiała po dodaniu analogii dwóch naczyń wypeł-
> > nionych dwoma odmiennymi rodzajami kulek (czarne i białe). Dokładne
> > zmieszanie tych kulek w trzecim naczyniu, powoduje, iż wynik pomiaru
> > zawartości zależy od czułości medium pomiarowego./.../.
> > Fizycy nazywają to dualizmem korpuskularno-falowym.
> Niezmiernie mnie interesuje wskazanie poziomu krytycznego/granicy
> między detekcją falową a skwantowaną.
Samo wskazanie poziomu krytycznego nie sprawia chyba kłopotu, jednak
rzeczywiście, można nazywać go krytycznym ze względu na funkcjonowanie
Wszechświata. Pozwól, że wstrzymam się z opisywaniem tego kluczowego
zagadnienia własnym jezykiem, który to opis mógłby wypełnić spory rozdział
literatury popularno naukowej (a może tylko barwnej jak kwarki - sf).
> [Pisząc słowo _wskazanie_ dwukrotnie myliłem ostatnią literę pisząc
> wskazania. Czyżby to była _podpowiedź _ że w miejscu/czasie tej
> granicy jednocześnie istnieją dwa równoprawne pomiary ;)]
Poniekąd zapewne tak. Wspomniany dualizm bez wątpienia leży u podstaw
"decyzyjnych" każdego bytu. W stanie bezpośrednio następującym PO zach-
wianiu JEDNOTY, był przez arcy krótki czas jedynym, w którym Jednota
zmieniała się w bryłę Binoty. Zjawisko miało jednak charakter lawinowy i jego
efektem było rozprężanie się (antygrawitacyjne) tego, co nazywamy materią,
przy równoczesnej zmianie tego, co nazywamy temperaturą (i nie tylko).
Co więcej - natychmiast doznało skutków zróżnicowania oddziaływań,
ulegając lokalnym deformacjom.
Nawiasem mówiąc - mógłbym przywołać tu klasyczny wzór na siłę
grawitacyjną, w którym występują _dwie_ masy i odległość między nimi -
wzór, jakim do dzisiaj posługujemy się powszechnie nawet przy wyznaczaniu
trajektorii planet czy stacji kosmicznych. A pytanie (prowokacyjne, acz moim
zdaniem inspirujące) jakie chętnie postawię brzmi:
Posługując się znanym wzorem Newtona na przyciąganie się dwóch mas,
określ siłę przyciągania się dwóch elementarnych mas JEDNOTY.
[oczywiście nie chodzi tu o jakieś ścisłe dane numeryczne, ani o "spraw-
dzanie" czyjejkolwiek wiedzy - po prostu - eksperyment myślowy ułatwiający
zrozumienie pojęcia JEDNOTY, i płynących stąd konsekwencji]
/.../
> > > Jeśli zastosujemy analogię do kamienia na polanie, to nie ode mnie
> > > zależałby poziom ZI ;)
> > ;) Tej analogii nie można tu zastosować /.../ nasze decyzje są zawsze
> > efektem złożonego zmagania się sił CI i ZI /.../
Uzupełnię więc, że rzecz jest adekwatna do bytu o złożoności człowieka,
gdzie ośrodkiem _decyzyjnym_ jest arcy złożony mózg. W mózgu tym,
zgodnie funkcjonują struktury złożone i energetycznie stabilne - za co odpo-
wiedzialna jest nie tylko ewolucja, ale też ta szeroko rozumiana Ewolucja,
rozpoczynająca się od JEDNOTY. W rozmowie z AW wspomniałem
o "trajektorii minimalnego wydatku energetycznego", mając na myśli jedyną
możliwą drogę przemian materii i jej dzisiejszy stan, w postaci ludzkiego
mózgu (oczywiście to nie wyczerpuje zmian, ani też nie zamyka trasy).
Trajektoria ta - mówiąc znów obrazowo - to trasa czaso/przestrzenno/
energetycznej "kuli" poruszającej się w "kanionie" (koleinie) własnych
wyborów (decyzji) zdeterminowanych przewagami jednych czynników
nad innymi - efektem na dzień dzisiejszy, jest stabilny i skuteczny mózg.
Nie jest to jednak stabilność kuli położonej we wnętrzu większej czaszy
stojącej na grzbietach trzech żółwi. Decyzje musimy podejmować cały czas,
a często, nie mając dostatecznej ilości informacji, zmuszeni jesteśmy wręcz
do wyboru losowego (przez świadome poddawanie się przypadkowi,
rzucanie przysłowiowej monety bądź skreślanie cyferek w totku).
I ten właśnie mechanizm Ewolucji jest Kreatorem wszystkich znanych
i nie znanych nam bytów, w tym najbardziej złożonego - człowieka.
[Nie widzę przeszkód, aby nazywać go Bogiem, bądź obdarzyć nim Boga]
> > Kamień nie ma takiego pola wyborów - oświetlany przez słońce będzie
> > się rozgrzewał. W stosunku do promieniowania termicznego, nasze
> > pole wyboru jest również ograniczone. /.../
> a jeśli wiedza/informacja/pamięć/algorytmy zachowań to tylko specyficzny
> zapis gdzieś w mózgu na tym fizycznym fundamencie człowieka, które po
> utracie energii wiążącej do kupy te cząstki uległyby całkowitemu rozproszeniu,
> chyba że odległości nie miałyby w tym momencie znaczenia, ot takie bajki.
Pytanie całkiem rozsądne jak i sugerowana odpowiedź. Wiedza jest
rzeczywiście dynamicznym stanem miliardów lokalnych różnic potencjałów
pomiędzy elementarnymi kokonami (w neuronach i strukturach neuronów).
Wiedza ta jest utrzymywana dzięki silnikowi dostarczającemu energię do
układu, niezależnie od jego karmienia biologicznego. Silnik ten działa sprawnie
(jego integracyjna rola nie wygasa) przez określony czas - w naturalnych
warunkach tak długo, jak długo bilans energetyczny całego układu jest
zachowany (dłużej niż podstawowy "cel" Ewolucji). Permanentny brak
równowagi skutkuje wyczerpaniem zapasów i wygaśnięciem tych potencjałów
- przy równoczesnej dezintegracji całej struktury do poziomu elementarnego
- czyli atomowego.
21 gramów "duszy", jaka ulatuje wówczas z ciała, przekłada się
w tym momencie na "wagę znikającej z mózgu wiedzy".
Wiem, jak to brzmi. Postaram się to uzupełnić w innym czasie.
Trzeba by też przeprowadzić doświadczenie (bądź odnaleźć już istniejące
wyniki), precyzyjnego zważenia gasnącego ciała - ze ścisłym określeniem
lokalizacji każdego z tych dwudziestu jeden gramów "duszy".
/.../
> Fakt istnienia zawirowań/zachowań odbiegających/odwrotnych od normy
> wyróżnia właśnie człowieka i MZ świadczy jednak o potencjale wyobraźni,
> w zakresie szeroko pojętej skuteczności, która co prawda wykorzystywana
> jest raczej do powiększania nierównowagi. Nie wykluczam że o kierunku
> postępu decydują jednostki nienormalne z wszystkimi tego konsekwencjami.
Oczywiście - zgadzam się. Z zastrzeżeniem, co do definicji normalności.
W rozmowie z Agnorusem wspominam o metodzie nauki przez powtarzanie.
Aby jednak tę metodę stosować w sposób świadomy i skuteczny, w pewnym
sensie należałoby się odizolować od otoczenia (klasztor, świątynia, samotnia,
a może i dom bez klamek?), które bezustannie KRZYCZY i "sprowadza
człowieka na ziemię". W normalnych warunkach rzadko kto potrafi dokonać
takiej koncentracji i skupienia na jednym temacie (największe odkrycia
zdaje się powstawały w czasie wyjazdów na wieś, bądź w inne odosobnienia).
Przywołam tutaj (czy czasem nie po raz drugi?) słowa Feynmana:
"Jeśli chcesz, jako fizyk zrobić kawałek naprawdę dobrej roboty, to musisz
ją robić nieprzerwanie. A to dlatego, że jeśli układa się w całość pomysły
mgliste i trudne do zapamiętania, to tak, jakby budowało się domek z kart,
bardzo chwiejny, a zapomnienie choćby o jednej z nich powoduje rozsypanie
się całek konstrukcji. Nie wiesz, jak doszedłeś do tego, co już miałeś
i musisz zaczynać od początku, a jeśli ktoś ci przerwie i zapomnisz, jak
układałeś karty - karty będące fragmentami pomysłów, różnych pomysłów,
które muszą być zebrane w całość, żeby tworzyły jakąś koncepcję - wtedy
najważniejsze jest zestawienie tego wszystkiego razem, a że to prawdziwa
wieża, która łatwo się może rozsypać, to niezbędna jest do tego pełna
koncentracja - a więc czas na myślenie niczym nieprzerywany.... "
["Przyjemność poznawania" Richard P. Feynman, Prószyński i S-ka 1999]
/.../
> > Zgadzam się. Jednak podkreślę, że gdyby nie ten cudowny "silnik"
> > cenzury, dopuszczający do głosu tylko informacje powyżej pewnego
> > poziomu, życie nie miałoby szans się rozwinąć. Analogię możemy
> > znaleźć również tutaj, na GD. /.../
> Ten "silnik" doprowadza do coraz szybszej orientacji (praktyka) co
> pozwala na objęcie coraz większej ilości informacji która powtarzając
> się wymagałaby coraz mniejszej ilości energii na jej przyswojenie.
Mniej więcej tak. Dodam, że w skład tego silnika wchodzi pamięć nie-
świadoma, gdzie pewne procesy ujawniają się w najmniej spodziewanych
momentach, i są zazwyczaj zaskakującymi rozwiązaniami problemów.
Jest to, jak wspinanie się po kolejnych szczeblach tej samej drabiny,
gdzie każdy następny szczebel jest kompletnie niewidoczny i nieznany,
do czasu kolejnego "przebudzenia".
/.../
> Ale, gdzie jest _ekran_ naszych myśli?
Ciekawe pytanie :). Może jest nim fizyczny ekran monitora? Skoro konstru-
ujemy myśli patrząc na ekran monitora, "na nim" je korygujemy, udoskona-
lamy...;))? Prawdę mówiąc nie ma dla mnie znaczenia, gdzie ten ekran jest.
Własne rozmyślania prowadzę zazwyczaj w całkowitej ciemności.
Z pewnością tworzą go wewnętrzne, przestrzenne struktury potencjałów
w mózgach - kiedyś neurolodzy znajdą coś takiego i nadadzą mu nazwę.
Dla mnie to nieistotny fragment wiedzy bibliotecznej. Ale jeśli masz ciekawą
myśl, to ... chyba nie muszę Cię zachęcać?
/.../
> > Kluczowe w tym, jest właśnie to zamknięcie w powłokach (kokonach),
> > które sprawia, ze dowolne dwa kokony w jakiś sposób się od siebie
> > różnią. JEDNOTA może więc wystąpić tylko na poziomie absolutnie
> > elementarnym, gdzie nie występuje już żaden podział na kokony,
> > a ograniczeniem zewnętrznym jest horyzont zdarzeń (stan ekstremalny
> > pod względem wszystkich, znanych nam wielkości fizycznych, w którym
> > przestają obowiązywać prawa znanej nam fizyki).
> > W tym stanie oczywiście nie ma czego wymieniać - informacja jest
> > jednorodna i jednostkowa, co rzeczywiście można nazwać absolutnym
> > ZI (znudzeniem informacyjnym) [IW - informative weariness].
> czyli w ZI widziałbyś _uspokojenie_?
Na wysokim poziomie złożoności, można to nazywać uspokojeniem,
wygaszeniem zainteresowania, znudzeniem.
Na niskim poziomie złożoności, to....
antygrawitacja.
> Pozdrawiam
> Balbeo
A'propos drzewa wątku. Czy myśl przekazana słowem pisanym jest
BYTEM realnym? Skoro potrafi wzburzać nasze mózgi mniej więcej tak
samo jak smakowite danie z indyka w sosie paprykowo imbirowym - to,
moim zdaniem, jest. Czy odbiorca słowa pisanego jest w stanie dostrzec
taki byt w całości? Odnaleźć adekwatne, własne odpowiedniki i rozumieć
intencje nadawcy informacji? Sądzę, że nie, i że zawsze jest to pewien
proces - ewolucja odpowiednich struktur w mózgach, co najwyżej zbliża-
jących się do tegoż bytu nadawcy.
Gdyby jednak były wątpliwości - pozwalam sobie zadedykować wszystkim,
wraz z życzeniami Świątecznymi prezent w postaci BYTU, jaki został tu
(świadomie i nieświadomie) przez nas wykreowany, a który dostrzec mogą
jedynie ci, którzy posiadają w swoich czytnikach całe drzewo wątku
"Niepewność".
Oto stoi przed nami na ekranach Choinka Świąteczna - a ściślej mówiąc,
ze względu na ograniczenia tego medium, jedno jej skrzydło - połowa
przekroju dokonanego wzdłuż pionowej osi - przez jej stożek. Cała,
czterowymiarowa choinka, pachnąca żywicą, emitujaca niepowtarzalny
nastrój, znajduje się _łącznie_ na wszystkich ekranach monitorów,
uczestników tego forum...
Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia!!
Szczególne życzenia pozwalam sobie przesłać Jerzemu Turyńskiemu,
Januszowi Harasymowiczowi, Michałowi Mistakowi i wszystkim
ludziom, twórczo otwartym na nowe i odmienne od zastanego.
All Prune
Jelenia Góra, 22 grudnia 2005
From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: nieskonczonosc
> Drogi Panie.
> Pytanie brzmiało: "Jakie SĄ" a nie "Jakie mogą być"
> 1 [cm] od 1 [cm^2] nie różni się potencjalnością ale aktualnością.
"In errore perservare" - to świadomy(?) wybór(?) ksRobaka.
To jest aktualność w jakiej _trwa_ ksRobak, jak się zdaje
bez potencjalności zmiany takiego stanu rzeczy. Dowodzi
tego wątek "Zadanie dla ksRobaka".
> Czym jest centymetr w fizyce każdy wie - wystarczy poczytać SI.
> JA Edward Robak pytam Pana panie Sumie Syzyf
> jaka JEST definicja jednostki 1 [cm] w mathematyce
> a jaka definicja jednostki 1 [cm^2]. ?
> Spręż się Pan i skup - może pomoże. :-)
> Edward Robak*
W nauce nie ma potrzeby dublowania definicji. Skoro wie Pan,
czym jest 1 cm to będzie on tym samym w każdej tzw. dziedzinie
nauki: biologii, chemii, matematyce, psychologii, zoologii, fizyce,
itp., itd.
Syzyf
From: "ksRobak" <re2222 interia.pl>
Subject: Re: Rozum w obliczu cudu
"... z Gormenghast" <all.prune pan.not.pl> napisała:
news:dod1fu.3vsau87.1 gorm.hff98cd2d.invalid...
> Brat
> AW w news:11qf4vgq70n1p50 corp.supernews.com...
> /.../
> > > Stożek wzrostu, to mała, choć ważna cegiełka...
Tak zwana cegiełka wklęsłostożkowa w cenie 3 zł za sztukę. ;)
> Ty dopiero otwierasz puszkę Pandory ;)).
> O ile tylko gdziekolwiek zabraknie mądrości.
>> Być może otwieram tu puszkę Pandory,
> [tak, tak AW - otwieramy puszkę Pandory...;))]
> ... Natura/Bóg nakazuje nam dokonywanie ekspansji naszych genów
> bez ograniczeń!!
Zgoda - słowa plemniki zapładniają mózgowe macice tworząc
memoludy i memoprawdy. - Tak.
> Mówię to całkiem poważnie,
A JA nie mówię tylko zapładniam :)
> mimo iż KK uzna to za czystą herezję
Nie szkodzi.
> W efekcie mamy ogromne grono ludzi _samotnych_, sfrustrowanych,
> nienasyconych, kluczących i poszukujących w wiecznym przekonaniu
> popełniania grzechu, bądź tylko poczucia winy. A wszystko to dzieje się
> pod parasolem sztywnych zasad, narzuconych nam przez
> dwutysiącletnią kulturę i faktycznie łamanych, a więc ciągle wisi nad
> nami widmo fałszu i hipokryzji.
> Między innym z tego powodu, ludzie na zachodzie opuszczają Kościoły
> (gdzieś słyszałem, że planuje się zamkniecie kolejnych ich setek).
>
> Może więc pomyślelibyśmy nad jakąś alternatywą?
Jezus myślał i cierpiał za innych
> Oczywiście w pełni odpowiedzialną i przemyślaną jak najdogłębniej.
> W zasadzie - czysta teoria, bo nie mamy zdaje się mocy zmieniania
> naszego świata aż tak...;). Gdy jednak widzę, co się dzieje, jak ludzie
> cierpią udając, że wszystko jest w porządku...
>
> Weźmy na przykład takiego Edka Robaka. Gdyby gość miał w domu
> to, co powinien mieć, nigdy nie byłby tu, dla psf tym, czym jest -
> bolesnym strupkiem na D. forum... A tak - nie może inaczej wyłado-
> wywać swej niespożytej energii, jak tylko wiecznie przyklejony do
> tego zimnego szkiełka...
> Zostawmy Edka. Nie o taki banał tutaj chodzi, choć jest on przecież
> jednym z nas. Zatruwa forum po swojemu i w przekonaniu, ze to inni
> zatruwają jego forum. I tak być może.
PRAWDA truje - to fakt.
Kropelka PRAWDY utoczona przez Naszego Edka Robaka
zatruwa Ocean FAŁSZU, samolubstwa i hipokryzji.
Takie małe COŚ a tak wiele znaczy.
> Dokładnie tak :).
> Bardzo bym się cieszył, gdyby to był mój sukces ;).
Wiem. :-)
> potrzebna jest świeża krew, nowe, odmienne geny, a geniusze tak
> czy inaczej będą się pojawiać losowo.
Zgadza się. Pan/Pani Droga All'uniu także możesz być geniuszem
i w sposób losowy zapłodnić własną macicę mózgową genem
Ciekawości Informacyjnej CI przesuwając Znudzenie Informacyjne ZI
poza horyzont a więc w siną dal.
To bardzo łatwe. ;)
> Tak samo jest z nauką.
Tak.
> Nie zapominajmy o sile skojarzeń!...
Właśnie.
> Samo się kiedyś wyjaśni :).
Niechybnie. Samo się wyjaśni i samo się zbuduje.
Ewolucja samosia jest potężniejsza od Chińskiego Muru
i sztucznych satelitów w Kosmosie.
>>> Zgadzam się z Tobą.
To dobrze.
>> Być może brzmi to mistycznie, ale sądzę, że zwierzęta mają
>> niemniejszą świadomość o naszej. Natomiast niewątpliwie nie
>> dorównują nam inteligencją.
> Nie mniejszą mówisz? No to jednak zostawmy to na późniejszy czas.
> Nie możemy pisać listów permanentnie przekraczających określoną
> liczbę linii. Ja staram się samodyscyplinować...
To bardzo piękny przykład na samozapładnianie własnej macicy
mózgowej. Odłóżmy to do Dnia Świętego Dygdy co go nie ma nigdy. :)
>>> Moim zdaniem ZAWSZE, to istnieją jakieś granice.
No pewnie. Natomiast gdy ich nie ma to należy je koniecznie stworzyć.
> Zgadzam się jak najbardziej, że naszym obowiązkiem jest tu
> wykraczanie poza zwykłe ograniczenia i że należy zachowywać
> SYMETRYCZNE zainteresowanie wszystkimi możliwymi szczeblami
> rzeczywistości.
> Świadomości własnych ograniczeń nie ma tylko jeden, bardzo
> aktywny uczestnik forum ;).
> /.../
>>> Natomiast celowe jest
>>> szukanie reguł - takich na przykład jak cykliczność, czy granice.
>
>> Zgoda, szukajmy reguł, ale nie zapominajmy też określać obszaru ich
>> stosowalności.
>
> Czyli zawężać? Ja tam stawiam na szukanie takich reguł, które będą
> obowiązywały w jak najszerszym zakresie. Ale nie mam nic przeciwko
> określaniu granic.
Proponuję granicą nazwać własny ogon i dążyć do niego kręcąc się
raz w lewo, raz w prawo a raz robiąc fikołki.
To nie żart...
>> Sterowanie wyobrażeniami to specjalność 'wybranych'. ;-)
>
> ;) To prawda. Trzeba być uważnym ...;))
>
>> Bez względu na to, że inne numery wypadną każdego dnia,
>> NIEWIADOMA jest stałą, bo niezmienie nie wiemy.
>
>> To, że w zależności od zdarzeń, uświadamiamy sobie dalsze, (nowe)
>> obszary niewedzy, nie zmienia faktu, że NIEWIADOMA jest nadal X,
>> czyli niewiadoma.
>
> No i tu nareszcie widzę przyczynę naszego nieporozumienia.
> JESTEŚ HUMANISTĄ!! :))).
> Daję głowę (no może bez przesady ;)), że masz wykształcenie
> humanistyczne. Żaden ściślak (jak to kiedyś powiedział był
> Przewodas), nie napisałby takich słów.
To bardzo odrywcze zapładnianie macic mózgowych grupowiczów.
Jeśli ktoś/coś nie jest ściślakiem to na pewno JEST HUMANISTĄ!!
Krokodyl nie jest ściślakiem więc JEST HUMANISTĄ.
Krewetka nie jest ściślakiem więc JEST HUMANISTĄ.
KROWA nie jest ściślakiem więc JEST HUMANISTĄ.
Bingo Panie All. :)
hehe - Nasz Niezastąpiony Tomek Wilmowski zauważył, że
AW'unia jest ekonomistą a więc uczono AW manipulować kapitałem.
Nie jest więc z wykształcenia ani ściślakiem ani humanistą
lecz zwyczajnym kapitalistą (dualistą).
W filozofii czytaj: "ni pies ni wydra" ;)
>>> Co to dla Ciebie znaczy, że przekazujemy następnym pokoleniom
>>> swoje ograniczenia? Czy sądzisz, że "powinno być" inaczej? Jeśli
>>> tak, to na jakiej podstawie? W Twojej szczerej chęci upatruję
>>> domniemania, iż istnieje nieomylna recepta na to, co jest, a co nie
>>> jest pożądane (oczywiście nie chodzi tu o ewidentne patologie).
>
>> Tak, już kiedyś pisałem o tym (dość dawno). Uważam, że miarą
>> naszego człowieczeństwa (jedną z miar) jest kierowanie naszym
>> własnym rozwojem wedle świadomie obranych celów. Zdanie się
>> zaś na ślepe siły ewolucji to zwierzęcość. Nie będę tego teraz
>> ponownie rozwijał, ale nadmienię, że łączy się to w bardzo ciekawy
>> sposób z całą sferą rozwoju ludzkich cywilizacji. Ci którzy się
>> angażują w 'kucie przyszłości' poruszają się po zupełnie innym
>> ewolucyjnie torze od tych co to się zdaja na siły przypadku.
>> W rezultacie powstają dwa gatunki: podludzie i nadludzie.
>> Jedni tworzą warunki, a drudzy tylko na nie reagują.
>
> Grząski grunt... Generalnie się zgadzam - "życie to teatr - kilku na
> scenie, a reszta na widowni".
Życie to OPERA z aktorami, widzami, reżyserami, lochami pełnymi
duchów, lożami, antraktami itd a sceną JEST cały Świat. :)
{Jedynym Modelam Świata jest sam Świat}
> Generalnie się z Tobą zgadzam - zawsze wyżej ceniłem
> i będę cenił zaangażowanie, a nawet uleganie pewnym ideom.
> Tu jednak trzeba być bardzo ostrożnym. Każda idea niesie ze sobą
> ziarno nieszczęścia i nietolerancji. Każda idea może też zostać
> katastro-
> falnie zdeformowana, o ile tylko dostanie się w łapy jakiegoś natchnio-
> nego fanatyka. Idee potrafią zaślepiać - ha - znów przywołam przykład
> "tristera - błazna". Przekonany o słuszności swych idei jest gotów użyć
> wszelkich środków, by tylko wciąż i w koło macieju je propagować,
> deptając wszystko po drodze. Nie spróbuje jednak inaczej - napisać
> książki, dać ludziom swobodę wyboru. No i to jest właśnie błazen -
> fanatyk, a nie propagator szczytnej idei, czy tez prawdy o nauce
> matematyką zwanej.
Ten tri-ster błazen poprzez neutralizację ZI ożywia CI
Ha!
Pamiętasz Drogi Przyjacielu? :)
"Nie rewolucja - lecz renowacja"
Zaręczam Panu, że 'da się' - czego przykładów odnotowałem tysiące.
Jako ciekawostkę napiszę Panu 'jak to jest'.
Mathematyka theoretyczna to ogólnoświatowa SEKTA religijna
z właściwą dla sekt hierarchią.
Członek sekty ma prawo uznawać za święte wszystko to co
ogłoszą GURU mathematyczne.
Obowiązkiem członka sekty jest bronić mathematycznych założeń
i jedynie słusznych dogmatów.
Fizycy od zawsze oczekują od matematyki narzędzi pomocnych
do opisu empirii lecz gdy sami sobie takich narzędzi nie stworzą
i nie rozwiną matematyki użytkowej to mathematycy theoretyczni
im w tym nie pomogą bowiem jest to zakazane mathematyczną Biblią.
PS. Jesteś Pan psychologiem. Próbowałeś Pan kiedyś wyrwać
fanatyka z sekty? chech,, bulwersują Pana metody alle Panie:
każda metoda jest dobra która jest skuteczna.
Patrz Pan co się dzieje: zagraniczne oszołomstwo w obawie
by polska (sic!) myśl matematyczna nie wyzwoliła się z pod
zwierzchnictwa Słynnych GURU stworzyło azyl (Niebo) zamknięte
dla Ludzi z poza sekty, a więc powtórzył się scenariusz światowej
sekty Sztucznych Inteligentów Mensa i forów matematyka.pl
,, tylko,
że to jest wyłącznie opóźnianie nieuchronnego
bo
PRAWDY nie da się zabić chowając głowę w piach lub zamykając
do puszki KF z martwo/żyfym kotem, Pandorom, Big-Bąkiem itd.
Pańskiej roli w opóźnianiu POSTĘPU także nie da się przecenić.
W tym temacie spisywałeś się Pan zawsze na medal. :-)
i co?
....i rozbudzona CI zmusiała Pana do przywędrowania na pl.sci.filozofia
bowiem kto raz posmakował mądrości to już nie może bez niej żyć.
Dokładnie tak samo przychodzą na psf natematycy po 'opłatek prawdy'
smaczego :)
Edward Robak*
>
> /.../
>> Uniżenie,
>>
>> AW
>
> z wzajemnością
> All
From: Agnorus <agnorus email.w.podpisie>
Subject: Re: metr kwadratowy
Dnia Wed, 21 Dec 2005 18:06:20 +0100, gimma napisał(a):
> W nauce panuje mily zwyczaj nazywania spojnych jej fragmentow teoriami,
> co w zaden sposob nie podwaza ich wiarygodnosci. "Teorie" naukowe
> stanowia na ogol lepsza wiedze, niz wiekszosc twierdzen pozanaukowych
> podawanych jako fakty. Sam argument przypomina nota bene czesto
> stosowany przez kracjonistow chwyt, polegajacy na podawaniu w watpliwosc
> teorii ewolucji na podstawie tego, ze jest ona "tylko teoria". Absurd
> nie wart dalszego komentarza.
Tak.
>> Podobnie jak
>> "ciało doskonale czarne", jest to pewien eksperyment myślowy, którego
>> - przy obecnym stanie wiedzy - nie da się sfalsyfikować
>
>
> Tu nie ma zadnego podobienstwa, bo cialo doskonale czarne jest to
> przedmiot teoretyczny, i dobrze wiadomo, ze takiego faktycznie nie ma. A
> poniewaz CDC nie jest teoria, to nie ma sensu mowic o jego falsyfikacji.
Tak.
>> (nikt nie
>> jest obecnie w stanie powiedzieć, co jest w odległości 300 mld lat
>> świetlnych od Ziemi).
>>
>> Reasumując, mój eksperyment myślowy z AP, zakłada że nie mam tam
>> również cząstek wirtualnych.
>
> Zatem AP nie jest przestrzenia fizyczna. Czym wiec ma byc? Zeby
> zastanawiac sie, czy cos istnieje, nalezy podac definicje przedmiotu,
> albo przynajmniej jakas sensowna charakterystyke. Ty - w konsekwencji -
> najpierw rzucasz nazwe, a potem zaczynasz zastanawiac sie, do czego
> moznaby ja dopasowac. Jest to - czesto z reszta spotykane w filozofii -
> podejscie od "d. strony".
Zapytam, więc w ten sposób (przyznając się jednocześnie do braku
dostatecznej wiedzy z zakresu fizyki): czy KAŻDA przestrzeń we
Wszechświecie MUSI zawierać częstki wirtualne? Czy też, może, cząstki
wirtualne istnieją "tylko" tam, gdzie wcześniej "doleciały" skądś...? Czy
też, teoria kwantowa, zakłada, że cząstki wirtualne tworzą się SAME Z
SIEBIE, z NICZEGO? Proszę mi to wyjaśnić. Chciałbym po prostu zrozumień -
bo na zdrowy rozsądek to nie ma sensu - w jaki sposób może powstać coś z
niczego, a cząstka wirtualna to jest jednak "coś". W związku z tym cały mój
eksperyment z AP bazuje na założeniu, że są gdzieś (np. 300 mld lat
świetlnych od Ziemi) miejsca we Wszechświecie, gdzie JESZCZE nie dotarły
żadne cząstki wirtualne (bo i nie miały jeszcze okazji), powstałe z bliżej
nieokreślonego Wielkiego Wybuchu (którego tak nieznosi zacny Pan Robak). No
chyba, że - drogi Kolego Gimma - przyjmujesz inną teorię powstania
Wszechświata, np. taką, która zakłada, że wirtualne cząstki są wszędzie i
że jakies siły są wszędzie.
Innymi słowy: ja się nie obrażę, gdy mi ktoś wykaże jakiś błąd w moim
rozumowaniu, lub nawet wytknie nieznajomość jakiś faktów (przeciwnie, będę
mu za to wdzięczny i będę miał pretekst, żeby douczyć się w danej sprawie).
Dlatego proszę Cię, wyjaśnij mi jak - Twoim zdaniem - jest z tymi cząstkami
wirtualnymi.
>> a tym bardziej, że może ona zaistnieć tam, gdzie
>> nie ma nic, co mogłoby być przyczyną owej grawitacji.
>>
>
> ?
Jeśli nie ma nic, to nie może być grawitacji. Grawitacja może istnieć tylko
wtedy, gdy jest gdzieś obiekt, który zdoła ją wytwarzać. Grawitacja
(podobnie jak cząstki wirtualne) musi mieć swoje źródło.
> pozdrawiam,
> gimma
I ja pozdrawiam w świątecznym już nastroju,
--
AGNORUS
Adres e-mail na mojej stronie:
http://agnorus.ovh.org
From: "lajkonik521" <lajkonik521.SKASUJ gazeta.pl>
Subject: Re: nieskonczonosc
ksRobak <ksRobak os.pl> napisał(a):
>
> Bez wątpienia JEST Pan PROROKIEM w sekcie o nazwie
> mathematyka theoretyczna.
> Piszesz Pan jakie mogą być w przyszłości jednostki i jakie będą
> w tak zwanych dziedzinach nauki.
> Pańskie proroctwo, że kiedyś tam w przyszłości 1 cm będzie
> tym samym w: biologii, chemii, matematyce, psychologii, zoologii,
> fizyce, itp., itd. jest piękną bajką interdyscyplinarną sprzeczną
> z oficjalną linią dzielenia i rządzenia zgodnie z którą każda (cyc!)
> dyscyplina naukowa i nienaukowa ma mieć swój własny język i własne
> niesymetryczne, niekompatybilne i unikatowe pojęcia/słowa/funkcje -
> nie może więc fizyczny 1 [cm] być tym samym w mathematyce
> bowiem nowomowa mathematyczna na dzisiaj nie definiuje jednostek
-----------------------------------------------------------------
> a więc nie rozróżnia oczywistych wymiarów
-----------------------------------------------------------------
> a ponieważ mathematyka nie rozróżnia wymiarów to nie odróżnia
-----------------------------------------------------------------
> odcinka o długości 1 od pola powierzchnik kwadratu o boku 1
> stąd
> dla współczesnej mathematyki theoretycznej 1 i 1*1 to: to samo. :o)
> Proszę mi napisać Panie Proroku:
> kiedy nastąpi to "będzie" które Pan przepowiada?
> za 100 lat, 10.000 czy raczej po śmierci ludzkości? :)
> Edward Robak*
> *°"˝'´¨˘`˙ˇ^:;~>¤<×÷-.,˛¸
Sznowny Dobrodzieju,
Przepraszam że się wtrącam. Tak się z boku przysłuchuję i mam tylko jedno
drobne pytanko. Czy wymiary które Pan postrzega w empirycznym wrzechświecie
(kila, meter, ... itd.) są orthogonalne jak wymiary mathematyczne, czy
niekoniecznie.
Głupio pytam?
Lajkonik
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
From: Agnorus <agnorus email.w.podpisie>
Subject: Re: Wybaczanie
Dnia Wed, 21 Dec 2005 19:55:09 +0100, Sky napisał(a):
> "Ten kto cię skrzywdził -tylko z trudem zdoła ci to wybaczyć..."
> Kisiel
>
> ;)
Nieodżałowany Kisiel, jak to mu się często zdarzało, trafnie oceniał naturę
ludzką.
A swoją drogą Sky, domyślałem się, że z okazji Świąt zaproponujesz jakiś
temat mistyczno-religijny ;)
Pozdrawiam pięknie,
--
AGNORUS
Adres e-mail na mojej stronie:
http://agnorus.ovh.org
From: Jacek Maciejewski <jacmac.wytnij go2.pl>
Subject: Re: =?iso-8859-2?Q?Pocz=B1tek?= drogi
Oto co Kowdlar napisał:
> ....wszystkie myśli zostały już pomyslane...
Liczba pomysłów w SF jest przeogromna. Zaiste, wszystko na co wpadli
już filozofowie i parę rzeczy na które jeszcze nie wpadli zostały już
opowiedziane. Niesłychanie trudno o świeży pomysł. Muszę tu oddać
sprawiedliwość Przewodasowi - udało mu się zaproponować nowy (a
przynajmniej mnie nie znany) pomysł na realizację lotów do odległych
części wszechświata. Mam tu na myśli ten z ujednolicaniem funkcji
falowej dla obiektu makroskopowego.
--
Jacek
From: trython <trython interia.pl>
Subject: Re: Obalenie zasady zachowania =?ISO-8859-2?Q?p=EAdu_-_podsu?=
Użytkownik Syzyf napisał:
> Weź sobie łódkę "zawieszoną" w próżni, straty będą praktycznie
> zerowe.
Chyba żartujesz. Właśnie wtedy będą maksymalne, bo to prawie tak, jakby
było M=0 i cała para szła w gwizdek.
Obok niej są dwie nieruchome masy M1 i M2. Zużywając
> _identyczną_ ilość energii na odepchnięcie uzyskasz mnieszą zmianę
> prędkości przy odepchnięciu od mniejszej masy, pomimo tego,
> że obu przypadkach "rozpędzanie zachodzi w tym samym układzie
> odniesienia".
Dlatego, że im mniejsza masa, od której łódka się odpycha , tym większe
straty i odwrotnie. Przypominam, że dla układu platformy z człowiekiem
zachodzi:
dEc/dEp = M/m
Jeśli M>>m, to prawie cała praca idzie na wzrost dEc, czyli wzrost
energii kinetycznej człowieka. Ale jeśli M<<m, to prawie cała praca
idzie na rozpędzanie platformy, w więc de facto na straty, bo przecież
chodzi nam o rozpędzenie człowieka, a nie platformy. Niezależnie jednak
od tego, jaki będzie stosunek dEc/dEp, energię kinetyczną liczymy w tym
przypadku ze wzoru:
dEc = m*dVc^2/2
a nie dEc = m*V*dVc + m*dVc^2/2
gdyż V0=V
>
> Podsumowując. Jedynym problemem jest to, że nie ma problemu,
> ale nie potrafisz się z tym pogodzić.
>
> Syzyf
>
>
Przepraszam bardzo, kto tu szuka dziury w całym i kto widzi
nieistniejące problemy ? Cała ta dyskusja o wpływie masy platformy jest
tak naprawdę niepotrzebnym zepchnięciem głównego wątku na boczne, ślepe
tory. Dla istoty problemu, który poruszyłem na samym wstępie, masa
platformy i jej spadek energii kinetycznej nie ma żadnego znaczenia.
Liczy się tylko energia kinetyczna człowieka, bo to on podlega zderzeniu
z ciężarem. A wzrost energii kinetycznej człowieka wynosi po prostu:
dEc = m*dVc^2/2
I tyle.
Jedyny wpływ, jaki może mieć platforma na proces zderzenia, polega na
obecności sił tarcia miedzy nią, a stojącym na niej człowiekiem. Ale
podkreślam raz jeszcze, dla istoty problemu nie ma to znaczenia.
trython
From: "Sky" <skymen op.pl>
Subject: Re: Wybaczanie
Użytkownik "Agnorus" <agnorus email.w.podpisie> napisał w wiadomości
news:uyteu7jkst4t$.dlg agnorus.agnorus...
> Dnia Wed, 21 Dec 2005 19:55:09 +0100, Sky napisał(a):
>
> > "Ten kto cię skrzywdził -tylko z trudem zdoła ci to wybaczyć..."
> > Kisiel
> >
> > ;)
>
> Nieodżałowany Kisiel, jak to mu się często zdarzało, trafnie oceniał
naturę
> ludzką.
Akurat źródeł owej -nazwanej przez Kisiela- "prawidłowości psychologicznej"
upatrywałbym nie tyle w "Naturze Ludzkiej" co procesie racjonalizacji
"oddzwierzęcego instynktu"...co m.inn. pozwala świadomym tegoż rozróżnić co
tak naprawdę stanowi o czyimś Człowieczeństwie -a co jeszcze nie...
> A swoją drogą Sky, domyślałem się, że z okazji Świąt zaproponujesz jakiś
> temat mistyczno-religijny ;)
To jesteś już drugą po "Panu Robaku" osobą która wyraziła mi swój pogląd iż
uważa że "jestem przewidywalny". ;)
Tylko zastanów się może czemu ludziom zależy na określeniu czyjejś
"przewidywalności" i wyrażeniu tegoż. I jak to zbliża -lub nie- do owego
realnego "Człowieczeństwa"... ;)
Niestety. I tym razem -jak zresztą poprzednimi- to nie wynik mojego
świadomie zamierzonego "nawiązania" do Świąt ale zupełnie "instynktowna"
reakcja...na poruszony przez "Pana Robaka Łaskawego" /w swym rzekomym
wyrażaniu "przebaczenia" -będącego tak naprawdę zaprogramowanym na hasło
"Świąt" zrzuceniem poczucia swoich win na innych -w owym
psychologiczno-publicznym akcie, który nauczono go kojarzyć z terminem
"przebaczenie"/.
From: "Sky" <skymen op.pl>
Subject: Re: wybaczam
Użytkownik "ksRobak" <robakks gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał w wiadomości
news:dobvk8$hq$1 inews.gazeta.pl...
>
> "Nasir" <arkadiusz.zyra kia.com.pl>
> news:doblcp$q4t$1 news2.ipartners.pl...
> > "ksRobak" <ksRobak os.pl>
> > news:dobjbq$o15$1 achot.icm.edu.pl...
>
> >> Pan Bóg być bardzo dobra duszek opiekuńczy i miłować swoja
> >> dzieci.
> >> Niektórym idiotom lubiącym szybką jazdę pomógł wylądować
> >> na cmentarzu.
> >> chechh,
> >> czego to się nie robi z Miłości :-(
> >> Edward Robak*
>
> > Był sobie Maciuś ale, nie nasioł mu Pon Bóg scęścia, nie
> > wyrosło mu. Poniewierał się Maciuś po świecie, niczym kamień
> > wypuszczony przez Boga z ręki. Ale wiara w Maciusiu była - i
> > nadzieja też. I wyobrażał sobie, że jak pójdzie do nieba,
> > Pan Bóg posadzi go przy sobie, położy dłoń na ramieniu i
> > powie: "Przepraszam Cię Maciuś"
> > Tekst oczywiście nie mój.
> >
> > ;)
>
> JA już dawno pogodziłem się z faktem, że niewiele zależy
> w moim życiu ode mnie
> dlatego
> tym bardziej sobie cenię to - co rzeczywiście ode mnie zależy.
> Wymalowałem kuchnię, wytapetowałem pokój
> tak
> to JA i moje dzieło
> sprawiłem, ze świat bezpośrednio mnie otaczający zawiera
> dzięki mojej pracy także cząstkę mnie i mojego potu.
> Nie musiałem - hehe
> To był akt woli świadomego podmiotu
> przekucie zamiaru w czyn
> i teraz, gdy już jestem na finiszu - JEST mi dobrze:
> "bo Dobry Bóg
> zrobił co mógł
> JA nie muszę
> wzywać
> fachowca" ;)
> Edward Robak*
czyli Robaczy/wy/ch złudzeń ciąg dalszy... ;)
From: trython <trython interia.pl>
Subject: Re: Obalenie zasady zachowania =?ISO-8859-2?Q?p=EAdu_-_podsu?=
Tomek Tylec napisał(a):
>
>>Aby się rozpędzić, obserwator B musiał wykonać pewną pracę, która jest
>>równa przyrostowi jego energii kinetycznej. Ten przyrost będzie
>>oczywiście wynosił:
>>
>>(1) W = dEk = m*(dv)^2/2
>>
>>W związku z tym obserwator A obliczy całkowitą energię kinetyczną B ze
>>wzoru:
>>
>>(2) Ekb = m*v^2/2 + m*dv^2/2
>>
>
>
> Wzór (1) jest oczywiście prawdziwy. W układzie związanym z platformą. Ale
> wzór (2) już nie. Nie można przenieść tak po prostu wykonanej pracy z opisu
> w jednym układzie do opisu w drugim. Nie wolno przechodzić tak bezkarnie
> między opisem w jednym układzie, a w drugim. Aby się o tym przekonać możesz
> obliczyć energię kinetyczną obserwatora B a układzie A, ale licząc to od
> początku do końca w układzie A. Otrzymasz wynik inny. Taki, jaki od razu
> można osiągnąć wstawiając nową prędkość do wyrażenia na energię kinetyczną.
> I wtedy wszystko się zgodzi.
>
> Pozdrawiam.
Rany Boskie! Czy wam fizykom robią jakieś pranie mózgu z tymi układami ?
Potem liczycie coś w tych waszych układach i wychodzi wam na przykład,
że z punktu widzenia obserwatora A samochód zużył 10 litrów paliwa, ale
według obserwatora B zużył w tym czasie tylko 5 litrów. A z kolei
obserwator C ze swojego układu obliczy, że było 20 litrów. Jednym słowem
nie wiadomo ile samochód spalił tej benzyny. Dopiero jak obserwaotrzy
się spotkają i porównają swoje wyniki, to dojdą do wniosku, że było 30
litrów. Naprawdę takich głupot uczą na studiach fizycznych ?
trython
From: "Sky" <skymen op.pl>
Subject: =?utf-8?Q?Re:_szcz=C4=99scie?=
UĹźytkownik "BuKa" <buka strzegom.net> napisaĹ w wiadomoĹci
news:dobn9r$koq$1 news.dialog.net.pl...
> > "el - asad" <czekam na.ruch.bestii.pl> wrote in message
> > news:dn3jdt$qq8$1 atlantis.news.tpi.pl...
> >
> >> "MaĹy Piotruďż˝"
> >>
> >>> Kluczem do szczÄĹcia nie jest czynienie tego co siÄ lubi, ale
> >>> polubienie tego co siÄ ma do wykonania. Zatem warto polubiÄ i
> >>> wykonywaÄ z przyjemoĹciÄ
kaĹźdÄ
pracÄ, jakÄ
trzeba zrobiÄ.
> >>
> >>
> >> PracÄ kapusia, kapo albo kata teĹź ?
> >
> >
> > Tym bardziej!
>
> Witam :)
>
> "wykonywaÄ z przyjemoĹciÄ
kaĹźdÄ
pracÄ, jakÄ
trzeba zrobiÄ.". Czy kapus,
> albo kat to praca ktora trzeba zrobic, moim zdaniem nie.
>
Ja juĹź na samym poczÄ
tku tego wÄ
tku zapytaĹem:
"A jakÄ
pracÄ >trzeba< zrobiÄ?"
Ale na razie pozostawiono kwestiÄ bez odpowiedzi...przerasta to widaÄ
"moĹźliwoĹci"... ;P
Skoro tak naprawdÄ Ĺźadnej pracy nie "trzeba" zrobiÄ/wykonaÄ/ -ale
"moĹźna" -to i o przyjemnoĹÄ z tak pojmowanej pracy duuĹźo Ĺatwiej... ;)
Niestety idÄ
c dalej uwaĹźam za powaĹźny bĹÄ
d mentalny powiÄ
zanie przyczyn
moĹźliwego doĹwiadczania "szczÄĹcia" z kwestiÄ
"pracy"... ;)
Ale tego owa zwichrowana -niewolniczo- "mentalnoĹÄ" coponiektĂłrych w Ĺźaden
sposĂłb przyswoiÄ nie zdoĹa... ;P
From: "mind_dancer" <tkwiecie o2.pl>
Subject: Wspomnienia ze świata Zofii
Wspomnienia ze świata Zofii.
Ciało to ziemia, życie to woda, powietrze to duch, ogień to łaska.
Tales, Anaksymander, Anaksymenes - woda, bezkres, powietrze - żywy
nieskończony duch.
Woda to zgęszczone powietrze, ogień to rozrzedzone powietrze
- życie nadaje duch, łaska boża to duch najsubtelniejszy. - P.S.
Gdy dwoje ludzi wskazuje na tą samą rzecz i myśli o niej,
to w tej części ich dusz, która odzwierciedla stan mózgu, powstaje pewien
kształt.
Uśrednienie tego kształtu dla wszystkich ludzi, myślących o tej samej
rzeczy, jest noumenem.
Czymś ponad ciałem, a przed słowem, niezależnym od człowieka.
Noumen to pojęcie odnoszące się do substancji natury duchowej.
Noumenologia to jeden z działów fizyki substancji natury duchowej.
U ludzi noumeny są dyskretne, związane z językiem.
A aniołów są najprawdopodobniej ciągłe. - M.K.
Bóg jest jeden w trzech osobach.
To tak jakby jeden człowiek miał trzy ciała. - J.S.
Obraz mózgu w duszy to jej fragment.
Obszar wspólny władz duszy nie jest cały obrazem mózgu. - E.B.
O reprezentacji myśli może coś powiedzieć historyczny rozwój pisma.
Obrazkowe, ideograficzne, alfabetyczne. Odpowiadają złożoności myśli. - I.u.
O poznanym człowiek wypowiada zdania o prawdopodobieństwie 1.
O nie poznanym wypowiada zdania o prawdopodobieństwie 1/2.
Pojęcia odpowiadające skali prawdopodobieństwa od 1 do 0:
prawda, teoria, przypuszczenie, wierzenie, fikcja, złudzenie, fałsz.
Człowiek tworzy w umyśle obraz poznanego i obraz nie poznanego.
Obraz nie jest tym samym, co przedstawiany byt.
Każdy człowiek poznał tylko fragment poznawalnego.
Wiara to akt woli, który nadaje prawdopodobieństwo 1
zdaniom o prawdopodobieństwie 1/2. - M.K.
From: "mind_dancer" <tkwiecie o2.pl>
Subject: Re: Wspomnienia ze świata Zofii
A dokładniej zapisane to jest tak:
Ciało ~ ziemia, życie ~ woda, powietrze ~ duch, ogień ~ łaska.
Tales, Anaksymander, Anaksymenes:
woda, bezkres, powietrze ~ żywy nieskończony duch.
Woda to zgęszczone powietrze ~ życie nadaje duch,
ogień to rozrzedzone powietrze ~ łaska boża to duch najsubtelniejszy.
[Znaku tyldy między wyrazami używam do oznaczenia podobieństwa fenomenologicznego
http://republika.pl/tkwiecie/filozofia/filozofia.htm#3_2_5 ]
From: "Sky" <skymen op.pl>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_szcz=EAscie?=
Użytkownik "ksRobak" <robakks gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał w wiadomości
news:dob4pb$eub$1 inews.gazeta.pl...
>
> "Sky" <skymen op.pl>
> news:do8sk7$mqe$1 news.onet.pl...
> > "ksRobak" <ksRobak os.pl>
> > news:do8d35$krg$1 achot.icm.edu.pl...
> >> "Sky" <skymen op.pl>
> >> news:do7q27$sqq$1 news.onet.pl...
> >>> "ksRobak" <re2222 wp.pl>
> >>> news:do7i41$fii$1 domitilla.aioe.org...
>
> >>>> Wszystko jest traumą o czym śpiewają poeci.
> >>>> Dopóki Człowiek czuje i jest tego świadomy - to ŻYJE.
> >>>> Pański Bóg milczy bowiem go nie ma - a robienie z ludzi
> >>>> idiotów wmawianiem, że milczeniem można przekazać WSZYSTKO
> >>>> w najbardziej "skondensowanej" formie to SZCZYT
> >>>> BEZCZELNOŚCI.
> >>>> Poeci śpiewają słowem - milczą TRUPY.
> >> || Edward Robak*
>
> >>> Nie dziwi mnie ani twoje wzburzenie, ani to że ktoś mógł nigdy
> >>> jeszcze nie usłyszeć niczego poza swoimi ?własnymi? myślami
> >>> -jeśli nie pozwolił im choć na chwilę zamilknąć...
> >>>
> >>> Więc mówisz że Kojąca Cisza nie istnieje...?!?
> >>> To sobie mów ale nie uważaj żeś okazem zdrowia, cóż -umysł- to
> >>> chyba twoja "Achilla pięta".
> >>>
> >>> Łamie się bowiem to na czym się zbyt mocno wspieramy...
> >>>
> >>> Jeśli pozwoliłeś swojemu rozumowi stać się Gadułą to nie dziw się
> >>> że tyle z niego masz pożytku co heavymetalowiec ze swojej -
> >>> zagłuszającej wszystko inne- rozpanoszonej muzy...
> >>>
> >>> Mimo wszystko życzę żebyś pozwolił komuś sobie w końcu
> >>> pomóc...choćby owemu Eliaszowemu cichemu powiewowi -w którym
> >>> ów dopiero "rozpoznał obecność Boga"... :)
> >>>
> >>> Ech Robaku...robaku...
> >>> ...ateisto...
> >>> ...wyrzekający się istoty samego siebie...
>
> >> Mój Bóg tym różni się od pańskiego, że JEST.
> >> Widzę Go w płatkach śniegu na parapecie, w uśpionych zimą
> >> drzewach, w porywach wiatru i w Drugim Człowieku.
> >
> > Kiedyś też tak miałem ;)
> > Teraz widzę znów -po prostu- Śnieg, Drzewa czy Człowieka... ;)
> >
> >> Pańskiego Boga nie_ma bowiem istnieje wyłącznie w pańskiej
> >> wyobraźni.
> >
> > Mnie ty właśnie tak się "jawisz"...skoro wyobrażasz sobie Jego
> > obecność w czymkolwiek ;)
>
> Nigdzie nie napisałem, że Bóg JEST "Jego".
> Personifikacja Boga to dopiero skrzywienie bujnej wyobraźni. :o)
> Żyjemy w Bogu (przestrzeni) i sami jesteśmy fragmentami przestrzeni. :)
Okreśłenie "Jego kolor jest zielony" -wcale nie musi odnosic się do obiektu
personalizowanego -może oznaczać równie dobrze samochód...lub określenie
cechy "Boga"... ;)
Użycie słowa "Jego" nie musi być równoznaczne z personifikacją, o czym jako
o "błędzie paralaksy" po wielokroć pisałem, co mogłeś już dawno
spostrzec -ale chyba wolisz to pominąć milczeniem -czego powody najzupełniej
rozumiem. ;)
> >> ale SŁOWA to nie tylko literki. Słowa to także pieszczotliwy dotyk
> >> matki, smak chleba, czerwień krwi. Świat mówi do Ludzi swoim
> >> językiem
>
> > A cóż ja innego pisałem w poprzednich mailach?!
> > No faktycznie pisałem ze owymi słowami jest to co Jest a nie owe
> > ludzkie literki czy dźwięki...zwane słowami.
>
> Czytanie tego co JEST a więc dostrzeganie Świata - jest bierne i
> uwarunkowane wyłącznie zmysłami. To świadomość fizyczna.
> Postrzeganie dostrzeżonego to proces psychiczny oparty na samoświadomości
JA o nazwie 'uświadomienie sobie'.
> Uświadomienie jest zakłóceniem stanu świadomości i zwie się
> myśleniem.
To już wszystko jasne Panie Robaku "stworzony przez Siebie z własnego
myślenia" ;)
Ciekawe co powiesz więc na poniższe:
Osobiście nie potrzebuję wolitywnie "generować myśli" by "być świadomym"
/trwać w samo-świadomości czyli po prostu !BYĆ!/
W tym również by "być świadomym" tych myśli które generuje "mój" mózg /w
końcu tylko część-organ ciała/ -jako odpowiedź na docierające doń bodźce.
Twoim "błędem"/nieświadomością/ jest że nadal utożsamiasz swoją "świadomość"
czy "wolę" /więc i istnienie swoje -swojego "JA"/ z możliwością
samodzielnego "generowania myśli".
Nic więc dziwnego że również coś ci się "wydaje" -i słusznie zresztą- w
temacie że owo własne myślenie to jest równocześnie "zakłócenie"
Świadomości. ;)
A skoro myślenie /czy raczej nadmierne na nim skupianie swojej uwagi/ to
"zakłócenie świadomości" więc sama "Świadomość" to nie "myślenie".
Czyli "Myślisz" że "świadomość" to samodzielne "myślenie" -ale tak nie jest.
Bowiem jeszcze nie "uwolniłeś się" od opierania faktu swego "bycia" na
podtrzymywaniu procesu myślenia.
Bowiem można być świadomym -nawet decydując się /wola/ na zaprestanie
generowania własnych myśli /tak czasowo jak nawet na stałe/ -co wg. wielu
/ale niekoniecznie mnie/ pozostaje bez negatywnych tego skutków.
Jednak ewidentnie wg mnie pozytywnym jest efekt !przejścia! swego "osobowego
bytowania" od etapu "medytacji" rzeczywistości /która to "medytacja" polega
na niczym innym jak na "myślowym rozwazaniu" tego co obserwujemy
zmysłami -czyli po prostu na myśleniu, generowaniu
myśli[meditatio/łac/=rozmyslanie]/ -do etapu "kontemplacji" -czyli
"obserwowania"-"perceptuowania"="uświadamiania sobie" całej rzeczywistości
/włącznie z "własnymi" -generowanymi przez mózg- myślami - bez potrzeby ich
ostatecznej "eliminacji".
I niezależnie od tego jak owe "terminy" sie komuś mogą "mistycznie" czy
paskudnie-religiancko kojarzyć -opisują one dość dobrze obiektywną
Rzeczywistość naszej osobowej ludzkiej natury -oraz praw/etapów jej rozwoju
ku Pełni Człowieczeństwa.
"Niczego/także myśli/ się nie wyżekać, do niczego /również "własnych" myśli/
się nie przywiązywać..."
A De Mello.
> Oczywiście, że przyoblekanie myśli w słowa
> nie jest konieczne by BYĆ - to tylko jedna z form demonstracji 'imo'
> poprzez 'EGO';
> to ekspresja "siebie" na zewnątrz JA. :-)
Wobec powyższego proponuję Panie Robaku iść zdecydowanie dalej: jeśli
zdefiniujemy -chyba dość poprawnie- że generowanie własnych myśli/myślenie/
to przyoblekanie "uświadomionych spostrzeżeń intuicyjnych" w słowa "pojęć"
/które zostały z nimi powiązane w procesie wychowania -w nas w ten sposób
wpisane-zaprogramowane kulturowo, mentalnie/ -więc wewnętrzne ich "w
myślach" przyoblekanie w "słowa" /słowa rozumiane jako "pojęcia"/ to nic
innego jak nadal używanie "słów" -mimo iż "wewnętrzne" -na własny użytek.
Wniosek:
"Myśli" to więc nadal nic innego jak "niewypowiadane" /jeszcze-lub w ogóle/
słowa.
Jak sam słusznie zauważasz powyżej -przyoblekanie czegokolwiek /wg. mnie
nawet "intuicji" czy własnego "uświadomienia"/ w słowa /"słowa
wewnętrzne" -którymi są nasze myśli/ "nie jest konieczne by BYĆ, to tylko
jedna z form demonstracji 'imo' poprzez 'EGO'; to ekspresja "siebie" na
zewnątrz JA."
Nawet więc "Myśli" są czymś zewnętrznym wobec JA -czyli
"Świadomości"/"Woli" -czyli właśnie tego "Nienazwanego Czegoś" co może być
/głębszą od myśli ale czy ?najgłębszą?/ istotą naszego "BYCIA".
Uffff... :)
Wasz Sky...
;)
From: "Filip Sielimowicz" <sielim wp.pl>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_Obalenie_zasady_zachowania_p=EAdu_-_podsumowanie?=
Użytkownik "trython" <trython interia.pl> napisał w wiadomości
news:doefn8$a2o$1 atlantis.news.tpi.pl...
> Przepraszam bardzo, kto tu szuka dziury w całym i kto widzi nieistniejące
> problemy ? Cała ta dyskusja o wpływie masy platformy jest tak naprawdę
> niepotrzebnym zepchnięciem głównego wątku na boczne, ślepe tory. Dla
> istoty problemu, który poruszyłem na samym wstępie, masa platformy i jej
> spadek energii kinetycznej nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko
> energia kinetyczna człowieka, bo to on podlega zderzeniu z ciężarem. A
> wzrost energii kinetycznej człowieka wynosi po prostu:
>
> dEc = m*dVc^2/2
>
> I tyle.
No dobrze, ale patrząc na tytuł wątku - czy tym samym twierdzisz, że nie
jest zachowana
zasada zachowania pędu ?
From: "Filip Sielimowicz" <sielim wp.pl>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_Obalenie_zasady_zachowania_p=EAdu_-_podsumowanie?=
Użytkownik "ksRobak" <robakks gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał w wiadomości
news:do8eq5$rlp$1 inews.gazeta.pl...
> hahaha :)
> Szanowny Panie Filip (z Konopii?) ;)
> Wyrwałeś się Pan ze swoją krytyką w sposób właściwy
> dla niedowiarków
> ale
> niechcący (a może chcący?) dotknąłeś Pan maszyny Alana Turinga
> symulującej ludzką inteligencję:
> maszyna może w dowolny sposób obrobić (przetworzyć) informację
> ale sama nie wykona doświadczenia.
> Pan jeśli nie jesteś maszyną lecz Człowiekiem to możesz powtórzyć
> mój eksperyment i opisać go własnymi spostrzeżeniami.
> Empiria lubi się powtarzać. :-)
Mam dla Ciebie taką propozycję:
Weź zamiast kartki papieru metalową blaszkę a zamiast gumowej
kulki weź kulę metalową.
Teraz obetnij kabel od żelazka, tak żeby mieć wtyczkę i kawał sznura,
rozpruj trochę tego sznura i przylutuj odizolowany fragment jednego
z przewodów do metalowej blaszki.
Połóż wszystko na stole. Najważniejsza w tym doświadczeniu jest
lewa ręka (przy założeniu, że jesteś praworęczny). Ubierz ją w gumową
rękawicę, dobrze izolującą. Dla bezpieczeństwa ubierz też grube, suche
gumiaki i zadbaj o to, by w czasie doświadczenia niczego przypadkowo,
przypadkową częścią ciała nie dotykać.
Zaczynamy.
1. Kładziesz blaszkę na stole, tak by spaw był na wierzchu - nie powinien
wpływać na swobodę przesuwania blaszki po stole. Zadbaj też o to,
by podłączony do blaszki przewód także nie krępował jej ruchów po stole.
2. Kładziesz kulę nieruchomo na blaszce.
3. Drugi przewód (ten nieprzyspawany) bierzesz do buzi, tak, by odizolowana
końcówka wygodnie usadowiła się pod językiem (powinieneś poczuć wyraźny,
metaliczny posmak).
4. Uważając, by niczego nie dotykać prawą ręką odważnie wkładasz wtyczkę
do kontaktu i ... oczywiście nic się nie dzieje. Jesteś teraz bezpieczny.
5. Wygodnie przyciskasz lewą ręką (zaizolowaną) blaszkę do stołu i
wykonujesz próbne gwałtowne ruchy. Zgodnie z Twoją intuicjąi Twoimi
oczekiwaniami kula obraca się, ale jej środek pozostaje w miejscu.
Piękny fenomen !
6. Czas na dowód ostateczny (tzw. gwóźdź programu, nie mylić z gwoździem
do trumny): ostrożnie zbliżasz palec wskazujacy prawej ręki z prawej
strony kuli, oczywiscie tak, by (broń Boże !) jej nie dotknąć. Zatrzymujesz
go w odległości powiedzmy 5 mm od kuli, oczywiscie nie dotykasz też blaszki
(...).
Co teraz podpowiada Ci intuicja ? Jakie są Twoje oczekiwania ?
Następnie wykonujesz, jak wcześniej, gwałtowny ruch blaszką w prawo i ...
7. ... i przychodzisz na formum opowiedzieć nam, że Twoja intuicja i
oczekiwania
oczywiscie po raz kolejny okazały się niezawodne.
PS. Życzę by intuicja nie zawiodła i byśmy wszyscy mogli z równą
mocą napawać się w czasie świat rozkoszami podniebienia.
Wesołych Świat !
From: Jacek Maciejewski <jacmac.wytnij go2.pl>
Subject: Re: =?iso-8859-2?Q?Pocz=B1tek?= drogi
Oto co Kowdlar napisał:
> Czyli jednym słowem pisarze SF to powinni być najlepsi filozofowie
Widziani oczywiście zespołowo, jako całość.
--
Jacek
From: "Lavantar" <lavantar vp.pl>
Subject: Ql strona
http://www.gavagai.pl/
O filozofii, psychologi etc. Zbiór wypowiedzi, myśli wielkich ludzi. Strona
nieco chaotyczna ale to co można odnaleźć interesujące.
From: "Zbig4" <zbigstar gazeta.pl.invalid>
Subject: =?iso-8859-2?Q?Re:_Pocz=B1tek_drogi?=
Użytkownik "Kowdlar" <elubed interia.pl> napisał w wiadomości
news:do9l0g$e70$1 atlantis.news.tpi.pl...
> Jaki jest sens istnienia człowieka? Postaram się krótko zaprezentować mój
> punkt widzenia. Otóż wierzę w Boga- Demiurga, który tak stworzył świat,
> aby
> sam świat mógł, okreslę to tak, zaopiekować się sobą. Jak wiadomo istotą
> wszelkich procesów fizycznych jest to, że prowadzą one w ostateczności do
> wrostu bałaganu,(wzrostu entropii). W konsekwencji świat , niezaleznie od
Tam, gdzie do filozofii wkracza Bóg niearystotelowski kończy sie filozofia,
a zaczyna czysta teologia.
--
Pozdrawiam- Zbig Kurzawa (agnostyk)
"Clavum clavo"
http://zbigkurzawa.tripod.com/
From: "Syzyf" <syzyf1 poczta.onet.pl>
Subject: Re: nieskonczonosc
>> W nauce nie ma potrzeby dublowania definicji. Skoro wie Pan,
>> czym jest 1 cm to będzie on tym samym w każdej tzw. dziedzinie
>> nauki: biologii, chemii, matematyce, psychologii, zoologii, fizyce,
>> itp., itd.
>>
>> Syzyf
>
> Bez wątpienia JEST Pan PROROKIEM w sekcie o nazwie
> mathematyka theoretyczna.
> Piszesz Pan jakie mogą być w przyszłości jednostki i jakie będą
> w tak zwanych dziedzinach nauki.
> Pańskie proroctwo, że kiedyś tam w przyszłości 1 cm będzie
> tym samym w: biologii, chemii, matematyce, psychologii, zoologii,
> fizyce, itp., itd. jest piękną bajką interdyscyplinarną sprzeczną
> z oficjalną linią dzielenia i rządzenia zgodnie z którą każda (cyc!)
> dyscyplina naukowa i nienaukowa ma mieć swój własny język i własne
> niesymetryczne, niekompatybilne i unikatowe pojęcia/słowa/funkcje -
> nie może więc fizyczny 1 [cm] być tym samym w mathematyce
> bowiem nowomowa mathematyczna na dzisiaj nie definiuje jednostek
> a więc nie rozróżnia oczywistych wymiarów
> a ponieważ mathematyka nie rozróżnia wymiarów to nie odróżnia
> odcinka o długości 1 od pola powierzchnik kwadratu o boku 1
> stąd
> dla współczesnej mathematyki theoretycznej 1 i 1*1 to: to samo. :o)
> Proszę mi napisać Panie Proroku:
> kiedy nastąpi to "będzie" które Pan przepowiada?
> za 100 lat, 10.000 czy raczej po śmierci ludzkości? :)
> Edward Robak*
> *°"˝'´¨˘`˙ˇ^:;~>¤<×÷-.,˛¸
> Errare humanum est, in errore perservare stultum. /Seneka/
> "Błądzić jest rzeczą ludzką, trwać w błędzie - głupotą."
Jedyną osobą (pomijając dzieci w wieku przed-szkolnym),
która nie radzi z posługiwaniem jednostką taką, jak 1 cm,
jest niejaki ksRobak. Dowodem jest wątek
"Zadanie dla ksRobaka", w którym zmierzenie linijką
długości dwóch odcinków przerosło możliwości ksRobaka.
Nie jestem prorokiem, aby przepowiedzieć, czy i ile lat
zajmie mu wykonanie tego zadania.
"In errore perservare" - świadomy(?) wybór(?) ksRobaka.
Syzyf
PS: W podstawówce na lekcjach _matematyki_ uczono
w mojej klasę, że w odpowiedziach należy podawać _jednostki_.
Było to dość upierdliwe, bo jak się zapomniało dopisać
sakramentalego [1 j. dł.], [1 j. dł.^2] itp. to miało się
na sprawdzianie obniżoną punktację...
From: "Filip Sielimowicz" <sielim wp.pl>
Subject: Re: metr kwadratowy
Użytkownik "Agnorus" <agnorus email.w.podpisie> napisał w wiadomości
news:hv2oie63e4sg.dlg agnorus.agnorus...
> W związku z tym cały mój
> eksperyment z AP bazuje na założeniu, że są gdzieś (np. 300 mld lat
> świetlnych od Ziemi) miejsca we Wszechświecie, gdzie JESZCZE nie dotarły
> żadne cząstki wirtualne (bo i nie miały jeszcze okazji), powstałe z bliżej
> nieokreślonego Wielkiego Wybuchu (którego tak nieznosi zacny Pan Robak).
> No
> chyba, że - drogi Kolego Gimma - przyjmujesz inną teorię powstania
> Wszechświata, np. taką, która zakłada, że wirtualne cząstki są wszędzie i
> że jakies siły są wszędzie.
>
> Innymi słowy: ja się nie obrażę, gdy mi ktoś wykaże jakiś błąd w moim
> rozumowaniu, lub nawet wytknie nieznajomość jakiś faktów (przeciwnie, będę
> mu za to wdzięczny i będę miał pretekst, żeby douczyć się w danej
> sprawie).
> Dlatego proszę Cię, wyjaśnij mi jak - Twoim zdaniem - jest z tymi
> cząstkami
> wirtualnymi.
Ja specjalistą nie jestem, ale powiem tyle, co i już Gima zauważył:
wyobrażanie sobie wielkiego wybuchu jako wybuchu granatu w pustej
przestrzeni
jest błędne, bo ta przestrzeń dopiero w wyniku tego wybuchu powstała.
Teoria względności pokazuje, że we wszechświecie nie ma żadnego wyróznionego
punktu, środka, który można by uznać z miejsce, w którym wszystko wybuchło
i w związku z tym należałoby odwrócić od tego miejsca wzrok w kierunku
przeciwnym - i tam szukać "krańca" wszechświata, czyli "najszybszej
cząstki".
Zgodnie z teorią względności wszystkie punkty wszechświata cały czas się od
siebie
oddalają. Najłatwiej to sobie wyobrazić myśląc o wszechświecie jako o
powierzchni
nadmuchiwanego balona, na którym ktoś pisakiem porobił punkciki. Żaden z
tych punktów
nie stanowi środka wszechświata.
Ten przykład daje pewien pogląd, ale zbyt dosłownie rozumiany wprowadza w
błąd, bo sugeruje,
że wszechświat jest zanurzony w jakiejś innej, więcej-wymiarowej przestrzeni
i w tej
zewnętrznej przestrzeni znajduje się jego środek. Natomiast matematyka (a to
Ci
spryciula) teorii względności pokazuje, że wszechświat może mieć tę cechę
puchnięcia
i oddalania się każdego punktu przestrzeni od pozostałych, ale wcale nie
jest żadną
hipersferą (jak piłka - jest hipersferą drugiego stopnia), a więc nie ma ani
żadnego
środka istniejacego poza naszym wszechświatem, ani w ogóle nie musi istnieć
żadna
poza nim przestrzeń, w której byłby zanurzony. Jest Ci to taka śmieszna
figura
geometryczna, która ciągle puchnie (z prędkością światła ??? - prawdę
mówiąc
sam nie wiem jak to jest z tym puchnieciem), a mimo to nie ma granic ani
środka
i nie potrzebuje żadnej zewnętrznej przestrzeni, żeby się tak bezwstydnie
ciągle
rozdymać.
From: "Sky" <skymen op.pl>
Subject: Re: Ql strona
Użytkownik "Lavantar" <lavantar vp.pl> napisał w wiadomości
news:dof333$spo$1 nemesis.news.tpi.pl...
> http://www.gavagai.pl/
>
> O filozofii, psychologi etc. Zbiór wypowiedzi, myśli wielkich ludzi.
Strona
> nieco chaotyczna ale to co można odnaleźć interesujące.
Nie wiem jak inne ale to motto widniejące dziś "na dzieńdobry" mi się
podoba:
"Istota ludzka powinna umieć zmieniać pieluszki, zaplanować inwazję, zarżnąć
wieprza, sterować statkiem, zaprojektować budynek, napisać sonet, prowadzić
księgę rachunkową, zbudować mur, nastawić złamanie, pocieszyć umierającego,
dawać rozkazy, przyjmować rozkazy, działać w grupie, działać samemu,
rozwiązywać równania, analizować nowe problemy, roztrząsać nawóz,
zaprogramować komputer, ugotować smaczny posiłek, walczyć skutecznie, umrzeć
bohatersko. Specjalizacja jest dla insektów. "-- Robert A. Heinlein
Jestem jak najbardziej za "wszystkożernością" ;)
Prawdziwa służba społeczeństwu -kimkolwiek się jest zawodowo- powinna
polegać na uczeniu innych tego co się samemu dobrze umie -a nie na tworzeniu
"kast", "cechów" czy "grup wspólnych interesów"... ;)
A że istota ludzka ma ogromne możliwości poznawczo-adaptacyjne -to dla mnie
fakt...a nie "kwestia wiary" ;)